W co gra Rosja?

    Rosja chce wkroczyć na Ukrainę. Wczoraj mówiono o interwencji na Krymie, dziś deputowani Dumy mówią o innych rejonach ukraińskiej ziemi. Czy mają ku temu powód? Jasne, jeśli Putin chce znaleźć powód – znajdzie go. Władimir Putin jako ojciec narodu broni swoje społeczeństwo. Czy Rosjanie są atakowani na Krymie? Nie ważne – Putin mówi, już podał swój argument. 
Jeszcze ponad 20 lat temu krytykowano Kreml, że nie prowadzi odpowiedniej polityki repatriacyjnej. Po rozpadzie ZSRR ponad 25 milionów Rosjan znalazło się w „obcej” ziemi – W Estonii, Białorusi czy na Ukrainie. Nie mieli pomysłu jak rozstrzygnąć ten problem. Nie posiadali też warunków gdzie umieścić takie ilości ludzi. Problem ucichł.
Dziś to dla Rosjan idealny pretekst aby wkroczyć do innego państwa – bronić swoich rodaków. Proste. Prorosyjski Krym nie zdaje sobie sprawy jaką marionetką jest dla prezydenta Putina. 
Cytując „Süddeutsche Zeitung” – Putin bierze sobie to, co chce. Dosłownie. Chce dokonać agresji na Gruzję – atakuje ją. Czy ponosi wobec tego jakiekolwiek konsekwencje ze strony areny międzynarodowej? Raczej żadnych. 
Putin decyduje się „bronić swoich” na Krymie – mobilizuje siły. Co na to Europa, Sojusz Północnoatlantycki czy ONZ? Dyplomatycznie – jak na razie NIC. Putin wybrał idealny moment, w końcu czy ktoś spodziewał się decyzji o wejściu wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy w sobotę 1 marca? Mamy weekend, zachodni politycy świętują, balują, jeżdżą na nartach. Omówią problem Ukrainy, oczywiście, tyle że dopiero w poniedziałek. Putin umie się spiąć – my nie niestety. Wyrażamy zaniepokojenie, ubolewanie, solidarność. Czekamy, pytanie czy nie zareagujemy za późno. Rosjanie już opanowali jednostki wojskowe Ukrainy, m. in. dywizję sił powietrznych Ukrainy w Sewastopolu. Zachód nic nie robi. Czy znowu musi paść kilkadziesiąt ofiar jak jeszcze niedawno na Majdanie by ktoś zareagował? Mamy pikiety pod ambasadami rosyjskimi, trwają narady polityków czy akcje protestacyjne na facebooku. To daje oczywiście piękny wyraz solidarności – nie zatrzyma jednak działań wojennych. Nazwijmy rzeczy po imieniu – jeżeli jeden kraj wchodzi ze swoim wojskiem na teren drugiego suwerennego państwa – pojawia się konflikt, rozpoczyna się akcja wojenna. Nie ważne jak nazwiemy ten konflikt – ważne jak szybko świat zachodni zareaguje na agresję rosyjską. Jeszcze nie przelała się krew, jeszcze. 
    Putin stracił Ukrainę kilka dni przed zakończeniem Igrzysk w Soczi. Majdan zaktywizował swoje zachowanie. Raz, dwa, trzy – Janukowycz stracił mandat społeczny i uciekł z kraju. Putin miał związane ręce i czekał do zakończenia Soczi. Co teraz? Putin chce dokonać porządku. Skoro sytuacja na Ukrainie jest napięta a naród jest podzielony – tu proeuropejski, tam prorosyjski – trzeba pomóc aby destabilizacja nie powiększyła się. Szkoda, że w XXI wieku Putin chce dokonać tego siłą. 
    W 2008 roku Lech Kaczyński prognozował agresję Kremla na Ukrainę. Kilka dni temu Tusk mówił o specyficznym podejściu Putina do prowadzenia stosunków międzynarodowych. Polityka siły, polityka agresji, polityka represji. 
Niemiecki „Tagesspiegel” analizując zachowanie Rosji twierdz, że kryzys na Krymie to zainscenizowana prowokacja jak z podręcznika KGB: destabilizuj i przygotuj grunt pod interwencję pod pretekstem ochrony rosyjskiej mniejszości. Zgadza się, wojska Federacji Rosyjskiej wchodzą do innego państwa, bronią swojej mniejszości – przy okazji wezmą sobie trochę ziemi. 
W co gra Putin? Realizuje politykę mocarstwowości. Ukrainę traktuje jak swoją ziemię. Utrata Ukrainy, odcięcie prorosyjskiej władzy Janukowycza to policzek dla Kremla.
Putin pojawił się na arenie politycznej Rosji w 1999 roku jako premier, który dokonał agresji w Czeczenii. Obiecał Rosjanom, że ich obroni a terrorystów dorwie – cytując: „nawet w kiblu”. Otrzymał od społeczeństwa wielki mandat poparcia. Gdy go tracił – manipulował opinią społeczną, podkręcał sondaże przedwyborcze i dokonywał fałszerstw wyborczych. Dziś traci poparcie w swoich kraju. Zyska je jeśli dokona agresji na Krym. Putin walczy o dodatkowe 10% przychylności w swoim kraju, zrobi wszystko by utrzymać się przy władzy. Jeśli wkroczy przy tym do innego państwa – żaden problem.
Nie może on pozwolić sobie na rosyjski Majdan. Putin gra o przetrwanie, o swoją przyszłość. 

Julia T. or Julia Tymoszenko?`

    Była premier Ukrainy, skazana za nadużycia władzy i zawarcie wysoce niekorzystnej umowy gazowej z Rosją opuściła mury więzienne. Jej pierwsze zdjęcie wykonane w samolocie kiedy leciała z Charkowa do Kijowa wywołało zaskoczenie. Zamknięcie w murach więziennych czy szpitalnych i zły stan zdrowia zmieniły wizualnie byłą panią premier. Podkreślam, wizualnie. Mimo braku świeżego liftingu, stylisty, dobrego makijażu i wizyty u fryzjera Julia nie zmieniła się w jednym aspekcie – wciąż posiada silne parcie na władze. 
Przybyła na Majdan i wygłosiła poruszające przemówienie przepraszając naród, że nie mogła być z nimi. Od razu oznajmiła, że wystartuje w wyborach prezydenckich. Księżniczka Julia wkroczyła do gry. Opozycjoniści z Kliczką na czele (pomińmy postać Jaceniuka, bliskiego współpracownika Julii) od wczoraj stracili na znaczeniu. Mało tego, Kliczko został wygwizdany na Majdanie za podanie ręki Janukowyczowi tuż po podpisaniu porozumienia między opozycją a władzą. Tymoszenko na wolności, Kliczko daleko w tyle. Oczywiście, nie wszyscy obecni na Majdanie cieszą się z jej powrotu, jedni krzyczą – bohaterka, inni nazywali ją zdrajcą. Jednak Jula to kobieta budząca duży sentyment wśród Ukraińców.
Podczas swojego wystąpienia ukazała się Julia z pomarańczowej rewolucji z 2004 roku. Krzyczała ideologiczne hasła, nawoływała do aktywności narodu. Wtedy zachowywała się podobnie. Stały rytuał. Co było później? Pustka. Rząd pomarańczowych nie dokonał zmian o jakich zapewniał wcześniej społeczeństwo. Czy zbliżyli się do Unii? Nie. Czy walczyli z korupcją? Niestety nie. Czy podniósł się poziom życia obywateli? Również nie.
     Majdan nie o Julię walczył. Owszem, był to jeden z wielu argumentów opozycji, jednak nie był to priorytet żądań społeczeństwa. Walczyli o nową Ukrainę. Możliwość utworzenia nowej władzy, rozliczenia się z przeszłością, zmniejszenia poziomu korupcji i zbliżeniu się do zachodnich standardów. Celem była zmiana państwa. 
Parlament odsunął Janukowycza od władzy, pracują, przyjmują ustawę za ustawą. Sprytnie wyprzedzili Rosję – Rada Najwyższa podczas dzisiejszych debat jasno podkreśliła obronę interesów Rosji. Ludność rosyjskojęzyczna nie musi bać się o swoje prawa na Ukrainie. Dodatkowo Prawy Sektor, prawicowe i często skrajnie nacjonalistyczne ugrupowania poparli wystąpienie w parlamencie. Nacjonalistyczne organizacje zapewniły o swoim szacunku do Rosjan mieszkających w granicach Ukrainy. Brawo. Tym zachowaniem Ukraińcy teoretycznie uniemożliwili Rosji ingerencji w politykę Kijowa. Federacja Rosyjska posiada konstytucyjną zasadę obrony swojej ludności poza granicą własnego państwa. Czy teraz mogą interweniować i bronić Rosjan na Ukrainie? Parlament zagwarantował im nietykalność, teoretycznie. Jednak Rosja jest nieprzewidywalna, zawsze znajdzie się inny powód. Dobrze, że Ukraińcy chociaż w tym przypadku ją wyprzedzili. 
    Co dalej z Julią? Kobieta nie chce kandydować na Premiera Ukrainy. Zdecydowała się wystartować w wyborach prezydenckich. Swoją drogą – nie okazała aż takiej wielkiej pychy, jaką mogłaby zademonstrować. Ukraina powróciła do Konstytucji z 2004 roku, zmienili ustrój z prezydenckiego na parlamentarno-prezydencki. Prezydent nie posiada już tak dyktatorskiej władzy jaką mógł chwalić się były prezydent Janukowycz. Nie ważne w których wyborach wystąpi Jula i o jaki mandat będzie się ubiegać. Julia już rządziła, Julia nie jest gwarantem nowej Ukrainy. 
Zbudowała wokół siebie bardzo dobry obraz męczennicy narodu ukraińskiego. Teraz przyszła w zasadzie „na gotowe”. Nie wiemy ilu przestępstw dokonała, jak dorobiła się wielkiego majątku i jak bardzo używała wszelkich technik korupcyjnych. Sprawy są niewyjaśnione. Wydaję się, że Jula zapomniała o zarzutach jakie kierowano pod jej osobą. Czy jest ona osobą praworządną? Czy na Ukrainie panowała jakakolwiek forma praworządności? Państwo przejęło dziś rezydencję Janukowycza. Czy rezydencje Julii są również pełne przepychu? Posiada ona drzwi warte siedemdziesiąt tysięcy euro za sztukę jak Janukowycz, własny galeon czy pole golfowe? Tego jeszcze nie wiadomo.
      Mimo całej sympatii do Julii Tymoszenko i narodu ukraińskiego należy jasno stwierdzić – walczono o nową Ukrainę, możliwośc budowany nowej władzy. Julia była politykiem skorumpowanym, co prawda nie w takiej skali jak były prezydent ale jednak. Skoro Ukraińcy walczą o nowe państwo muszą być bezwzględni – w tym przypadku nie mogą wybrać mniejszego zła.

 

Joanna Kot 

Polska mentalność – dasz palec, to wezmą całą rękę…

    Igrzyska w Soczi za kilka dni przejdą do historii.Byliśmy świadkami wielu wzruszeń
i radości – emocjonalny rollercoaster. Każda konkurencja przyniosła niezwykłe poruszenie. Skupię się na jednej, mi najbliższej. Skoki narciarskie mają  sobie w dramat, smutek, łzy, rozczarowanie – po radość, zachwyt i euforie. Przed pierwszym konkursem na średniej skoczni (9.02) Robert Kranjec zaliczył upadek podczas kwalifikacji. Nie musiał brać w nich udziału – jako zawodnik czołowej „dziesiątki” Pucharu Świata miał zapewniony udział w zawodach. Dlaczego mimo to skakał? Ambicja, chęć sprawdzenia siebie lub najzwyczajniej dla możliwości oddania kolejnego skoku treningowego. Niestety, niefortunnie upadł. Słoweńscy kibice utracili nadzieję – dobry zadownik ma kontuzję, nie wystąpi, zagrożona jest pozycja całej drużyny. Słowenia, kilka tygodni temu typowana złotą drużyną podczas Igrzysk w Soczi zajęła 5 miejsce. Jeden z faworytów Thomas Morgenstern kilka tygodni temu leżał na oddziale intensywnej terapii, wczoraj dołożył swoje metry do srebrnego medalu dla Austrii. Skoki narciarskie są nieprzewidywalne. 
    Zastanawia mnie pojęcie przewidywalności w skokach narciarskich. Absolutnie nie zgadzam się, aby mogło być ono używane w tej konkurencji. Po dwóch złotych medalach Kamila Stocha troszkę się zapomnieliśmy. Wszyscy do około, którzy wypowiadali się za pośrednictwem mediów – tv, internetu czy radia przewidywali nam złoto w drużynówce. Na podstawie (zasłużonego) sukcesu Kamila Stocha trochę koloryzowaliśmy. Aby wygrać w zawodach drużynowych należy oddać 8 bardzo dobrych skoków. We wcześniejszych, indywidualnych zawodach Kamil oddał po 2 dobre skoki.  Dzięki niemu możemy czuć radość, wzruszenie, podziw i dumę będąc Polakiem, mając takiego skoczka.
Otrzymaliśmy Mistrza – chcieliśmy jednak więcej. Presja była ogromna. Podium, pudło, medal, wygrana, złoto, najlepsza drużyna świata, sukces, uda się, wierzymy. Takie hasła padały najczęściej. Fakt, wierzyłam, nie zaprzeczam. Wierzyłam w drużynę Łukasza Kruczka. Nie zawiodłam się. Chłopaki pokazali klasę – pierwszy raz w historii Igrzysk stanęli na WYSOKIM czwartym miejscu. Czwarte miejsce oczywiście jest pozycją niewdzięczną – tuż za podium, tuż za medalem. Nie byliśmy tuż za medalem – Niemcy, Austria i Japonia spisali się lepiej. Niemcy, Austria i Japonia są mistrzami w skokach. Siedzą w tym od dawna, mają niezłe kompleksy sportowe i szkoleniowe. My dopiero się rozwijamy. Mieliśmy Adama Małysza, przez kilka pięknych lat był jeden polski skoczek narciarski, który wzbudzał w nas wiele pozytywnych emocji. Był Małysz… i długo, długo nic. Dziś mamy kadrę, prawdziwą kadrę. Stocz, Kot, Ziobro, Żyła, Kubacki, Miętus, Biegun.. Mamy w czym wybierać. Mamy co szkolić, kogo doskonalić w i kogo inwestować. Byliśmy w tyle, zacofani. Nikt nie miał w nas przeciwnika. Dziś? Jedna z najlepszych drużyn świata. Powtarzam – nie najlepsza, jedna z najlepszych. 
Otrzymaliśmy złoty palec (no, dwa palce  – medale Kamila Stocha), chcieliśmy od razu chapnąć całą rękę. Czy Polski kibic czułby się lepiej, gdyby przez złe warunki atmosferyczne drużyna Niemiec, Austrii i Japonii oddałaby jeden-dwa złe skoki dzięki czemu uzyskalibyśmy złoty medal? Obawiam się, że tak. Sprawiedliwość jest rzeczą niepojętą, obawiam się, że po prostu ona nie występuje. Zawsze ktoś okaże się lepszy a ktoś gorszy. Cieszę się, że okazaliśmy się gorsi ze względu na dalsze braki względem potęgi Niemiec czy Austrii, niż lepsi za pomocą silniejszego podmuchu wiatru. 
    Chłopaki z kadry Łukasza Kruczka dali nam niesamowite emocje. Każdy z osobna – spowodował mocniejsze bicie serca. Ktoś skoczył dalej, inny perfekcyjniej wylądował. Jeden spóźnił skok, drugi nie podkreślił telemarku. Możemy gdybyś, analizować, obserwować i bawić się w specjalistów skoków narciarskich. Możemy, takie jest nasze prawo. Dobrze, jeżeli nie zapominamy w tym o szacunku dla drugiego człowieka. Ostatnimi czasy modny jest hejt, hejtowanie, krytyka, skrajne obrażanie. A hejt się już uaktywnił. Nie minęła doba od występu Polaków w drużynowym konkursie – media już wskazują winnego, Piotra Żyłę. Okej, był on najsłabszym ogniwem w drużynie. Zawsze taka osoba się znajdzie, nie ma takich takich ludzi – takich samych skoczków. Trafiło na Piotra Żyłę. Swoją drogą – kto jest na tyle bezczelny oceniając poziom jego formy i wiążąc ją w udziałem w reklamie telewizyjnej – od tego źle się skacze? Ręce opadają.
Zdarza się nawet najlepszym zepsuć skok (sam Kamil Stoch nie był zadowolony ze swojej próby podczas pierwszej serii). Co by było gdyby Żyła skoczył dwa dobre, równe skoki? Co by było gdyby Stoch wylądował cztery metry dalej? A może jakby Niemcy oddali jeden zły skok to mielibyśmy pudło? Gdyby ciocia miała wąsy to by byłą wujkiem. Zajęliśmy najlepsze miejsce w historii, cieszmy się. Nakręcaliśmy się wzajemnie, niestety, nie umiemy teraz tego zakończyć. Zaraz po zdobyciu drugiego złota przez Kamila media ogłosiły naszą drużynę najlepszą mówiąc, że złoto jest na wyciągnięcie ręki. Pewnie, że jest, było. Dla lepszych, a wygrywa najlepszy. Ten, który najlepiej skoczy, nie ten, którego media nazwały faworytem, pewniakiem, medalistą jeszcze przed przeprowadzeniem zawodów. 
    To bardzo miłe, że kilka milionów Polaków zasiadło przed telewizory oglądając skoki narciarskie. Lubimy, gdy wygrywają nasi – utożsamiamy się z taką wygraną, chyba tak to działa. Mam nadzieję, że chociaż jeden milion osób, które śledziło skoki chłopaków od Łukasza Kruczka będzie dalej dopingować drużynę w pozostałych konkursach – tych znanych i mniej znanych. Czwarte drużynowe miejsce może niestety zmniejszyć liczbę kibiców. Piotr Żyła może „oberwać” na forach internetowych, tam najłatwiej – w końcu jeśli jestem anonimowy, to mogę więcej, nie? O ironio. 
Myślę, że prawdziwi kibice zostaną, na dobre i na złe. Nie będą powtarzać medialnych głupot, nie będą obrażać i krytykować.
Krytyka, krytyka… W tym, jako naród jesteśmy super. Narzekamy, krytykujemy, tak w kółko. Bo rząd, bo pogoda, bo pociągi, tu skoczkowie, tam autostrady, tu szkolnictwo o niskim poziomie, tu za mało zarabiamy, tam za drogo, za daleko a tu mi się nie chcę.
Tyłek z kanapy, siłownia, poszukajcie po drodze talentu i kierunek Wisła-Malinka czy Wielka Krokiew i do zobaczenia na kolejnych zimowych Igrzyskach Olimpijskich, powodzenia. 

 

Joanna Kot 

Nowa Hidżra?

     Jeszcze niespełna sto lat temu, w Danii, Norwegii i Szwecji wśród rdzennych mieszkańców nie było ani jednej osoby deklarującej religię muzułmańską. Obecnie w Królestwie Danii muzułmanie stanowią 5-7% społeczeństwa duńskiego, czyli prawie pół miliona mieszkańców. Otwartość na imigrantów, jaką wykazywali przez ostatnie dwie dekady przedstawiciele państw europejskich zachęciły muzułmanów na osiedlanie się w demokratycznej Europie. Dla młodych mieszkańców Danii islam jest swego rodzaju ruchem niepodległościowym i manifestacją swojej niezależności od zachodniej kultury. Na początku XXI wieku islam w Danii nie przynosił żadnych problemów, przełom nastąpił w 2005 roku. Pokazał on, że religia islamu niekoniecznie jest przyjaźnie nastawiona do wzorców świata zachodniego, jaki istnieje w Danii, a multikulturowość bez różnych form agresji nie jest możliwa.                                                                                                                     W 2005 roku duńska gazeta “Jyllands-Posten” opublikowała 12 karykatur proroka Mahometa, wzbudzając tym wściekłość muzułmanów. Na ulicach Kopenhagi oraz w krajach islamskich wybuchły antyduńskie zamieszki, w wyniku których śmierć poniosło około 150 osób. Najbardziej kontrowersyjnym rysunkiem autorstwa Kurta Westergaarda była podobizna przedstawiająca Mahometa, który zamiast tradycyjnego turbanu na głowie miał umieszczoną bombę. Muzułmanie postanowili zorganizować atak terrorystyczny na siedzibę gazety, w której pracował Westergaard. Na szczęście udaremniono atak dżihadystów kilka dni przed jego realizacją. Mimo upływu kilku lat Kurt Westergaard i prawie osiemdziesiąt mężczyzn – imienników karykaturzysty dostają mnóstwo pogróżek śmierci od wyznawców świata islamu. Osoby odpowiedzialne za próbę dokonania ataku terrorystycznego i próbę zabójstwa autora karykatury zostały skazane na dziesięć lat więzienia. Wydarzenia z 2005 roku uruchomiły machinę protestów i ataków muzułmanów na wzorce kultury zachodniej panujące w Danii. W muzułmańskich dzielnicach coraz częściej dochodzi do obrzucania policyjnych wozów kamieniami. Duńscy muzułmanie i anarchiści namawiają do atakowania mundurowych, wykorzystując do tego portale społecznościowe. W swoich hasłach nawołują do jednoczenia się muzułmanów w imię obrony własnego miasta. Dodatkowo, prócz walki ze służbami policji młodzi ludzie na blisko trzydziestu osiedlach w Kopenhadze podkładają ogień by zwabić straż pożarną, którą następnie obrzucają kamieniami czy kostką brukową. Z powodu licznych akcji agresji Dania od 2010 roku zaostrzyła swój kurs wobec imigrantów. Według byłego już Ministra Spraw Zagranicznych Danii Sorena Pinda „obcokrajowiec, który wybrał Danię jako swoją nową ojczyznę, to wybrał ją z taką myślą, żeby z czasem stać się Duńczykiem. Dania powinna przyjmować tylko tych imigrantów, którzy gotowi są zaakceptować i szanować duńskie wartości, normy i tradycje. Ci, którzy tego nie respektują nie powinni w ogóle przyjeżdżać do Danii”.                      
Również inny duński polityk – w dodatku wyznawca islamu, Naser Khader atakuje islam jaki ma miejsce w granicach państwa Danii. Mimo swoich konserwatywnych poglądów Naser Khadar potrafi za pośrednictwem portali społecznościowych pokazać swój sprzeciw. Wyrazy niechęci wobec zasad islamu wykazał także młody poeta Yahyi Hassan opisując muzułmanów w swoich tomikach poezji. Najwięcej niezadowolenia wśród muzułmanów mieszkających w Danii budzi fragment: chcesz piątkowej modlitwy aż do następnej piątkowej modlitwy, chcesz ramadanu aż do następnego ramadanu, ale pomiędzy piątkowymi modlitwami i ramadanami chcesz nosić nóż w kieszeni.                              Pragnący akceptacji dla własnej religii muzułmanie atakują ateistów, chrześcijan i czarnoskórych, którzy mieszkają blisko ich społeczności. Dziennikarze duńskiego tygodnika „Weekendavisen” postanowili w 2012 roku przeprowadzić eksperyment – badania tolerancji wśród mieszkańców muzułmańskich gett w Kopenhadze. Odkryli wiele przejawów agresji – grozili mieszkańcowi Afryki, ponieważ jest czarnoskóry, a w dodatku jest chrześcijaninem.  Dali mu kilka dni na zapłacenie około 10 000 koron (1800 dolarów) jeśli chce dalej mieszkać w tej okolicy. Jaki był efekt eksperymentu? Po kilku dniach mężczyzna nocował na ulicy.
Muzułmanin w Danii potrafi zagrozić bronią drugiemu muzułmaninowi – chociażby za to, że żona nie nosi odpowiedniej chusty na głowie. Przedstawiciele islamu utworzyli swój sposób sądzenia oparty na prawie szariatu – pozostali natomiast mogą żyć zgodnie z własnymi prawami – jednak prawa ludzi Zachodu nie mogą być sprzeczne z zasadami z prawami szariatu – proste.
       W 2012 roku kilka tygodni przed świętami Bożego Narodzenia pojawiła się w Danii informacja, która wywołała szok u każdego mieszkańca kraju. W małej miejscowości Kokkedel rada osiedla Egeldalsvaenge, zdominowana przez wyznawców islamu postanowiła zrezygnować z obchodów świąt Bożego Narodzenia. Decyzję swoją argumentowali zbyt wysokimi kosztami (około 7 tys. koron) z jakimi wiążą się celebracja święta chrześcijan. Wytłumaczenie to nie zostało przyjęte przez mieszkańców Kokkedel i lokalne media – kilka dni wcześniej rada wydała 60 tys. koron na obchody muzułmańskiego Święta Ofiarowania. Z celebracją świąt muzułmanów nie było problemu. Mieszkańcy postanowili zebrać podpisy pokazując nieufność wobec rady osiedlowej – zostali oni jednak przegonieni przez zamaskowanych mężczyzn krzyczących hasła solidarności z Allahem i atakując media kamieniami. Zaniechanie obchodów świąt w małym Kokkedel wywołało ogólnonarodową dyskusję pytając czy wyznawcy islamu nie są zagrożeniem dla tradycyjnych wartości w europejskim państwie. Ostatecznie choinka z okazji świąt Bożego Narodzenia pojawiła się na osiedlu w Kokkedel – dzięki zbiórce mieszkańców miasta.                                                           
Podczas wyborów parlamentarnych w 2012 roku w Kopenhadze liczne plakaty wyborcze zostały zniszczone – obklejone sloganami islamistów: Prawodawstwo należy do Allaha. Demokracja jest hipokryzją. Hipokryzja do piekła.                                             
        Według prognoz na przyszłość, w 2050 roku liczba muzułmanów w Danii ma wynieść 728 tys. i będzie stanowić 12,1% ludności tego kraju i będzie podwojeniem statusu obecnego.   Niepokojące.                                                                                                         Obecna polityka władz Danii wobec muzułmanów jest niejednoznaczna i wywołuje wiele sprzeczności. Państwo broni możliwość publikacji wywołujących skrajne emocje karykatur Mahometa. Z drugiej strony politycy pozwalają na przeprowadzanie w Danii serii wykładów Bilaliego Philipsa – pisarza głoszącego prawo do szariatu, samobójczych zamachów bombowych czy mordu na homoseksualistach. Pisarz kilkakrotnie przyjmowany był w Danii podczas gdy Wielka Brytania czy Australia zabroniły mu przekraczać swoje granice. Dodatkowo, Dania mająca już duże problemy z imigrantami z krajów muzułmańskich zezwoliła na budowę wielkiego meczetu w Kopenhadze, w dzielnicy Norrebro. Dziś jest to największy ośrodek religijny dla muzułmanów w całej Skandynawii. Budynek liczy prawie 7 tys. m.kw., oprócz funkcji czysto modlitewnych jest to miejsce kultury dla przedstawicieli świata islamu – sala kinowa, muzeum, kawiarnie i restauracje – enklawa dla muzułmanów.
Duńczycy – ateiści czy chrześcijanie boją się, że wielka świątynia dla muzułmanów podsyci ich nastroje wrogości wobec innych kultur. Meczet ten może być miejscem – siedliskiem dla nowych, skrajnie radykalnych idei walki ze światem zachodnim. Ośrodek wyróżnia się w samej Kopenhadze – widać, że pośród kultury zachodniej stoi ponad dwudziestometrowy budynek propagujący religię islamu. W 2014 roku muzułmanie pozwolą by w pobliżu ich meczetu celebrować święta chrześcijańskie? Zastanawiające.                                                       
     Idea milti-kulti? Nie sprawdziła się wśród sąsiadów Danii – Niemiec czy państw skandynawskich.  Podstawowe, elementarne zasady świata zachodu na przykładzie Danii a wyznawców islamu różnią się zbyt mocno.
To, co dla nas jest złem – dla islamistów jest dobrem. Jeśli państwo nie potrafi prowadzić jednoznacznej polityki wobec muzułmanów – za rok czy dwa będzie miało problem, wielki problem. Oby nie na tak wielką skalę jak poczynania Andersa Breivika. 

 

Joanna Kot

Ciąg dalszy nastąpi

    Rok 2013 był specyficznym momentem na arenie międzynarodowej. Kilka wydarzeń, nowych twarzy, które rozpoczęły procesy zmian w stosunkach między państwami. Podkreślmy – rozpoczęły. 
  Edward Snowden, Syria, Stany Zjednoczone, Rosja, Władimir Putin, Ukraina. Sześć tematów, cztery kraje, obozy polityczne rodem z zimnej wojny, miliardy zainteresowanych oczu. Rok 2013 przedstawia mecz – po zachodniej stronie demokratyczny Waszyngton, po stronie wschodniej – silna Moskwa. Dodatkowo zachód dostał jednego zawodnika ekstra – Unię Europejską.
   Snowden uciekł z demokratycznego państwa, oskarżył je o podsłuchiwanie obywateli – oskarżył o złamanie m.in. tajemnicy korespondencji. Snowden powiedział głośno coś, o czym co druga osoba wiedziała – inwigilowane są nasze rozmowy telefoniczne, e-maile czy aktywność na portalach społecznościowych. Snowden uciekł po ratunek – otrzymał go od Władimira Putina.
1:0 dla Rosji. 
   Syria – miejsce brutalnego konfliktu i łamania praw człowieka. Bilans ofiar śmiertelnych w trwającej od 2011 roku wojnie według oficjalnych danych przekracza 200 tysięcy. Zniszczone domy, szkoły. Dzieci osierocone i wywiezione poza granice własnego kraju, egzystują w obozach dla syryjskich uchodźców. Bez perspektyw, planów, możliwości – bez jakiejkolwiek przyszłości. Ponoć tak wygląda piekło.
Barack Obama chciał zakończyć wojnę w Syrii. Nie miał na to pomysłu. Pojawiła się propozycja rosyjska. Broń chemiczna zostanie zlikwidowana. 2:0 dla Rosji.
    Ukraina, Kijów, Majdan. Władza Ukrainy jasno sprecyzowała swoje plany zagraniczne – zrezygnowali z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Rosja nie może pozwolić sobie na wypuszczenie ze swoich wpływów Kijowa. Tańszy gaz, kredyty, obietnice… Cóż, nie idzie tak łatwo. Majdan buntuje się – niestety nie aż tak, by realnie wpłynąć na zmianę polityki Janukowycza. 3:0 dla Rosji, Ukraina pozostała we wschodniej strefie wpływów. 
   Świat zachodni wyraźnie słabnie. Unia Europejska przegrywa politykę sąsiedztwa – prócz Rosji także kraje arabskie dążą do większej dominacji. Dodajmy do tego aspiracje Chin.. Świat Putina? Rok 2013 należał do Władimira Putina. Jego władza w państwie jest niezagrożona – w Rosji nie ma większych demonstracji a sam Putin czuje się silny także na zewnątrz – w końcu to on broni demokracji, on wypuszcza więźniów, rozwiązuje konflikt syryjski… Pytanie – ile jeszcze? Sytuacja zmieni się bezpośrednio po olimpiadzie w Soczi czy Kreml zaczeka trochę na zaostrzenie swojej polityki?
W 2013 roku nie było żadnego przełomu w stosunkach międzynarodowych – miały miejsce wydarzenia – elementy procesowe, które coś zaczęły a koniec ich jak na razie jest niewidoczny…

 

Joanna Kot

Świąteczne prezenty Władimira Putina

       Atmosfera świąteczna otacza nas wszędzie – w sklepach, na ulicach, w telewizji. 
Nie ważne czy celebrujemy i lubimy święta czy traktujemy je jako zwykłe dni wolne od pracy – nie uciekniemy od kolorowych światełek, nastrojowych melodii i tłumów w sklepie. Jest jeden polityk (notabene wg Forbes uznany najbardziej wpływowym w 2013 roku), któremu ewidentnie udzielił się świąteczny nastrój –  jegomość Władimir Władimirowicz Putin. 
Pan Putin otworzył worek z prezentami – zapowiedział amnestie 20 kilku tysięcy więźniów, wypuszczenie dziewczyn z Pussy Riot oraz aktywistów z Greenpeace. Dla kogo ten prezent? Na pewno dla samych zatrzymanych jednostek i ich rodzin. To oczywiste, każda matka ucieszy się, że jej dziecko trzymane kilka lat w więzieniu w końcu usiądzie z nią przy świątecznym stole. Putin dokona tego w kilka miesięcy – na któreś w kolei święta jego wrogowie polityczni wrócą do najbliższych. Prezent piękny, humanitarny.
Humanitaryzm.. Nie wierzmy w dobrą wolę Putina. Nie przyśnił mu się żaden anioł nakazując mu być dobrym człowiekiem, nie dopadły go wyrzuty sumienia – nie odczuł żadnego „ludzkiego” odruchu. Wypuszcza więźniów by zyskać politycznie, ot tyle. Im bliżej Soczi tym Władimir coraz bardziej oszukuje i manipuluje opinią publiczną. Nie jest miłym wujkiem, nie jest świętym Mikołajem, nie jest dobrym człowiekiem – jest bardzo dobrym politykiem. Silny i zdecydowany – to on ustanawia swoje własne prawo. Wypuszcza i ofiaruje łaskę kiedy ma na to ochotę. Buduje doskonale swój wizerunek – prowadzi mediacje w sprawie Syrii, zawiesza walkę z homoseksualistami, wypuszcza więźniów politycznych i nie wtrąca się [głośno i oficjalnie] w sprawy Ukrainy.
Nawiązując do Ukrainy – spotyka się z Janukowyczem i podpisuje kilka strategicznych dokumentów. Realizuje politykę zagraniczną i prowadzi interesy własnego państwa. Krótko: robi to, co powinien. Aby zachęcić Zachód do siebie dodatkowo wypuszcza swojego największego wroga – Michaiła Chodorkowskiego. Zrobił to na prośbę Chodorkowskiego? Faktycznie, jeszcze 7-8 lat temu prośba o łaskę pojawiała się w pismach na biurku Putina – może Kreml ma taki nieład w swoich papierach, że dopiero teraz je odnaleziono? Prosił, nie prosił. W Rosji wszystko jest możliwe. By stworzyć idealny obraz Putina Łaskawego brakuje aby wypuszczono na Ukrainie Julię Tymoszenko. Może i tego dokona Mr Putin? Zachowania Moskwy pokazują jaką uwagę władza przykłada do olimpiady w Soczi.
Putin nie stara się zachęcić prezydentów Niemiec i Francji by przyjechali do Soczi. Putin stara się [i dokona tego] pokazać swoją wielkość, mocarstwowość i bezkonkurencyjność na arenie międzynarodowej. Ułaskawiając więźniów zamyka usta organizacjom międzynarodowym. Amnesty International czy HRW muszą milczeć – nie mają podstaw aby wzywać do bojkotu imprezy. Putin przechytrzył wszystkich dookoła. Pokazuje, że jest dobrym przywódcą, który realizuje „demokratyczne standardy”. Jeśli podczas olimpiady w Soczi dojdzie do skandalu i ataku na Rosję – Putin nie dość, że będzie uznany za ofiarę to dodatkowo otrzyma wsparcie z Zachodu. W końcu jak nie pomóc państwu, które tak bardzo unowocześnia się i szanuje prawa człowieka? 

 

Joanna Kot 

Quo vadis Ukraino?

      Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami… leży państwo – Ukraina.
Terytorialnie, społecznie czy mentalnie rozdzielona między zachodnim a rosyjskim światem. Niezdecydowana i niespójna. Szuka własnej tożsamości, przyszłości. 
Unia Europejska, Rosja czy trzecia droga – „lawirowania” między wschodem a zachodem? 
     Kilkanaście dni temu Janukowycz odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Odmawiając podpisania dokumentu zrezygnował jednocześnie z realizacji zadań, jakie Bruksela postawiła Ukrainie. Nie uwolniono Julii Tymoszenko, nie pozwolono jej także na wyjazd za granicę w celu leczenia. Sprawa Tymoszenko stanęła w miejscu. Nim doszło do spotkania na szczycie w Wilnie sytuacja była jasna – Ukraina stanęła w miejscu. Czy aby na pewno? Cóż, rezygnując ze zbliżenia z Unią Ukraina wykonała krok w stronę Rosji. Pytanie jak wielki krok – czy aby na pewno tak ogromny jak oceniają go światowe media? 
       Jeszcze kilka dni przed planowanym szczytem Azerbejdżan zasugerował Ukrainie plan dobrego przetrwania na arenie międzynarodowej. Unia? Tak. Rosja? Jak najbardziej. W czym tkwi azerski sposób? Róbmy wszystko, z umiarem. Prowadźmy dialog europejski, modernizujmy kraj i współpracujmy gospodarczo z Kremlem. Może ukraińskie veto wobec Brukseli jest wyrazem zgodności z polityką Azerbejdżanu? 
Nie oszukujmy się. Ukraina sama szuka swojej drogi. Nie pierwszej – zachodniej, drugiej – rosyjskiej, trzeciej – azerskiej. Unia Europejska to demokratyczne, zachodnie standardy. Rosja – autorytarne, twarde relacje, Azerbejdżan – równowaga. A Ukraina?
Cóż może zrobić państwo szukające własnej tożsamości? Państwo rozbite na pomarańczowych i niebieskich. Państwo ogarnięte korupcją, nepotyzmem i wielką strukturą oligarchów. Co może zrobić społeczeństwo? Okazuje się, że może – sporo. Setki tysięcy osób, mieszkańców Kijowa wyszło na ulicę protestując poczynaniom ukraińskiej władzy. Rozpoczęły się masowe protesty na kijowskim placu – Majdanie.
Protesty proeuropejskie – nazwijmy więc Majdan – Euromajdanem. Rewolucja? 
Jeszcze za wcześnie by móc ocenić skalę wydarzeń na Ukrainie. Ludzie manifestują, Unia Europejska nie chce dalej negocjować z Kijowem, Janukowycz jeździ do Putina a ludzie stoją i marzną licząc na zmianę sytuacji. Czy mogą coś zmienić?
     Żądają odejścia od władzy premiera Azarowa. Nie udało się. Żądają ustąpienia prezydenta Janukowycza – jak dotąd, bez rezultatu. Janukowycz został wybrany w legalnie przeprowadzonych wyborach. Możemy mieć wątpliwości czy faktycznie legalnie – nie ważne. Zyskał poparcie społeczeństwa, ma je po dziś dzień. Pojawiają się żądania wypuszczenia z więzienia Julii Tymoszenko. Cóż, Julia dalej zamknięta.
Czy wystąpienia prozachodniej części społeczeństwa mają szanse zmienić coś w kraju?
     Na Majdanie zebrała się ukraińska opozycja. Opozycja, którą zazwyczaj więcej dzieli niż łączy. Zwolennicy Unii, środowiska homoseksualne, nacjonaliści i zwolennicy Bandery. Jeden punkt łączący ich to integracja z Zachodem. No dobrze, a co dalej? Kto stanie na czele zmian? Witalij Kliczko? Wydaję się, że ma on największe poparcie wśród skandującego tłumu. Na chwilę obecną nie może jednak kandydować na prezydenta Ukrainy (jeśli, załóżmy, odbyłyby się wcześniejsze wybory). Może natomiast przewodzić proeuropejskim tłumem. Posiada ogromny autorytet – pobudza społeczeństwo do manifestowania swoich poglądów. Natomiast, gdy trzeba – uspokaja tłum przed używaniem jakiejkolwiek formy agresji. Bowiem wystąpienie setek tysięcy zwolenników zachodniej orientacji mają odbyć się w pokojowy sposób. Niestety, miały już miejsce liczne starcia z policją – milicją, Berkutem. Po brutalnej akcji specjalnego oddziału ukraińskiej milicji głos zabrała arena międzynarodowa – głos spokojny, wyważony. Wystosowano liczne zalecenia aby wystąpienia na Ukrainie przebiegały w łagodny sposób. Dyplomatycznie. Opozycja nie była dłużna – milicja z pałkami, protestujący z koparką. Działania Berkuta są brutalne i nijak mają się do szanowania praw człowieka, praw manifestujących. Atakują leżących już na chodnikach, kobiety czy dziennikarzy niszcząc ich sprzęt. Na szczęście nakręcono liczne zachowania milicji – dowód na autorytarne zachowania władz. Władz? Według prezydenta Janukowycza – żadnych władz. Nie miał on bowiem nic wspólnego z atakami na demonstrantów. Prezydent o niczym nie wiedział, nic nie słyszał, nic nie widział… Czysta samowolka milicji, która atakuje przeciwników Janukowycza. 
     Głodówkę przerwała Julia Tymoszenko prosząc naród o siłę i dalsze manifestacje. Ocenia Janukowycza jako autorytarnego przywódcę, który podobny jest do Józefa Stalina. Cóż, póki obecny prezydent jest u władzy – Julia prędko nie opuści więzienia..
  Co dalej? Czy Janukowycz wprowadzi stan wyjątkowy brutalnie likwidując protesty? Teoretycznie, może. Posiada on takie uprawnienie. Praktycznie? Czy sprzeciwi się społeczeństwu, które wytrwale walczy o swoje prawa? Wydaje się, że władza stosuje liczne prowokacje – do tłumów wprowadzane są jednostki, które próbują zorganizować bójki aby następnie sprowokować Janukowycza do użycia sił. Najwyższa władza czeka. Berkut tymczasem „po swojemu” walczy z manifestującymi – rzucając w nich np. jajkami. Cóż, poziom obniża się. Czyżby sama ukraińska milicja była już zmęczona wydarzeniami na Majdanie? Sytuacja wymyka się spod kontroli – w końcu nie każdy oddział milicji wykonuje rozkazy władz – na szczęście, są funkcjonariusze, którzy potrafią odmówić. Posłuszeństwa odmawiają także politycy obozu Janukowycza. 
Niebieska, wschodnia Ukraina załamuję się. Pomarańczowy tłum na Majdanie maleje. Pytanie brzmi – kto ustąpi pierwszy? 

 

Joanna Kot 

Bo inni widzą lepiej

     Jesteśmy dziwnym narodem.  Emanujemy wyniosłością i poczuciem wyższości.         Co rusz przypominany o naszym męczeńskim losie – wracamy do historii i nie umiemy iść na przód. Do wydarzeń z kwietnia 2010 roku będziemy powracać. Nawet jeśli nie będziemy chcieli zrobić tego osobiście – dostaniemy nowe informacje od mediów czy polityków. Ich częstotliwość zależna będzie od wyników wyborów parlamentarnych.        Jak jest teraz? Względnie spokojnie. Stało się, wypadki się zdarzają. Z drugiej strony, znamy stałą teorię: katastrofa smoleńska nie była katastrofą – lepiej brzmi – była zamachem stanu/mordu. Obecny rząd dopuścił do śmierci 96 osób. Krew na rękach ma Donald Tusk. W trzech zdaniach można streścić wnioski do jakich doszła znaczna część społeczeństwa – 10-30% narodu wierzy w mord smoleński. Skoro brzoza nie przekonała pozostałych – zwolennicy zamachu pokazali ciężkie działo – dowód zdradzenia polskiej racji stanu. Zdjęcie Donalda Tuska i Władimira Putina. 

        Fotografia ta nie ukazuje żalu i płaczu. Ujęcie przedstawia kontakt wzrokowy między politykami. Jak się okazało – to, zaraz po brzozie dowód na zbrodnię rządu. Cóż, przynajmniej zdjęcie zachowa się dłużej od drzewa. Sam Jarosław Kaczyński opisując fotografie, mówi o widocznej nici porozumienia między politykami – Putin dostanie do przeprowadzenia śledztwo smoleńskie? Czy to porozumienie i zadowolenie? Nie ważne, ważne, że nie ma rozpaczy – nie ma rozpaczy i coś tu śmierdzi.                                         W polskiej kulturze zachował się element organizowania styp – spotkań, podczas których rodzina i najbliżsi mogą wspominać zmarłego, którego kilka godzin wcześniej pochowano. Dobrze, jeżeli wspominają radośnie – nie płaczą i nie rozpaczają. To względnie normalne, następuje wypadek, śmierć – trzeba iść do przodu, nawet kilka godzin po owym zdarzeniu. Premier polskiego rządu nie mógł pozwolić sobie na osobiste przemyślenia – na miejscu wypadku wciąż był premierem, szefem rządu i przedstawicielem państwa polskiego. Musiał zachować racjonalność, trzeźwość umysłu. Uchwycono kilka ujęć, w których kąciki jego ust uniosły się – dlaczego? To kwestia interpretacji. Zwolennicy zamachu znaleźli nowy dowód zbrodni – ujęcie, na którym widać zadowolenie Tuska i Putina. Wracając do wydarzeń po 2010 roku – były inne fotografie, które przedstawiał nam świat mediów. Putin przytulający Tuska – pojednanie polsko-rosyjskie? Możliwe. Interpretując to w zupełnie inną stronę – może już wtedy zauważono współpracę w celu wyeliminowania polskiej elity politycznej? Każdy odreagowuje śmierć w inny sposób. Jeden będzie płakał, inny zamknie się w sobie i nie uzewnętrzni żadnych uczuć. Wydaje się, że nasz naród potrzebuje ukazywania patosu – rozżalenia czy wyniosłości. Jeśli widać nasze cierpienie – jest dobrze. Jeśli ktoś na chwilę je schowa – zostaje obrzucony kamieniami. Robimy co wypada wyczekując oceny innych. Jedno jest pewne: po śmierci danej osoby wypada lamentować i płakać. Jeśli zrobimy inaczej – możemy zostać oskarżeni o dokonanie zbrodni – a to już kolejny powód do płaczu.  

Joanna Kot 

Jesienna ofensywa

      Dzisiejszego dnia odbyła się kilkugodzinna konwencja krajowa Platformy Obywatelskiej. Premier Donald Tusk i najważniejsi członkowie PO wypowiedzieli się na temat politycznych planów – wydania budżetu europejskiego, pomocy polskim rodzinom czy zreorganizowania systemu podatkowego w Polsce. Tusk podziękował za dotychczasową współpracę, wszystko odbyło się w miłej i serdecznej atmosferze.
W konkurencyjnej partii, w Prawie i Sprawiedliwości – jak zwykle – bojowo.
Jarosław Kaczyński poinformował Polskę o nowym, nieślubnym dziecku Premiera – Donald Tusk jest ojcem biedy. Biedy gospodarczej i społecznej, ogólnie – wszystkiemu co złe w Polsce. To tylko początek szokowania społeczeństwa. Po kilku godzinach media poinformowały o kolejnej rewelacji i zmianach w Prawie i Sprawiedliwości. Prawa ręka i pomocne ucho Prezesa – Antoni Macierewicz uzyskał wielki awans polityczny. Został wybrany nowym wiceprezesem partii. PiS bez Adama Hofmana startuje całkiem ostro – bowiem Macierewicz (określany wybitnym człowiekiem wg posła Błaszczaka) doprowadził do „obnażenia kłamstw dotyczących katastrofy smoleńskiej”. Czego jeszcze dokona główny śledczy prawicy polskiej? Prawdopodobne jest, że Macierewicz będzie informował społeczeństwo o innych dzieciach Donalda Tuska – była już bieda, może teraz PiS rozszerzy to o bezrobocie, złe drogi czy nieumiejętne wydawanie funduszy unijnych? Nie ważne, ciekawe jak odbije się to na prywatnym życiu Donalda Tuska. Cóż, płodny facet.
        Tak, jak kilkanaście lat temu Kaczyński i Tusk umieli się dogadywać – tak i teraz widać wśród ich wystąpień cechę wspólną. Jarosław Kaczyński zapowiada przebudowę Rzeczpospolitej, naprawę polityki prorodzinnej czy unowocześnienie polskiej gospodarki. Jak, kiedy, za jaką kwotę? Te drobne szczegóły pozostały nieznane. Być może dowiemy się o tym innym terminie, najprawdopodobniej – nigdy. Donald Tusk podobnie – rzucał wielkie hasła i miłe sugestie. Poważniejszych planów politycznych – brak.  Żadna z partii nie przekazała nic konkretnego. Kaczyński wypromował dziś Macierewicza, Tusk zadziałał delikatniej promując nową wicepremier Elżbietę Bieńkowską, która z Macierewiczem raczej nie ma nic wspólnego. Chwała jej za to.
      Wiadomo jedno – konflikt trwa. Dzięki nim na polskiej scenie politycznej istnieje Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. Wzajemnie napędzane nienawiścią i fałszem – jedno bez drugiego nie przeżyje, „razem” będą trwać jeszcze kilka lat. 

 

Joanna Kot