Julia T. or Julia Tymoszenko?`

    Była premier Ukrainy, skazana za nadużycia władzy i zawarcie wysoce niekorzystnej umowy gazowej z Rosją opuściła mury więzienne. Jej pierwsze zdjęcie wykonane w samolocie kiedy leciała z Charkowa do Kijowa wywołało zaskoczenie. Zamknięcie w murach więziennych czy szpitalnych i zły stan zdrowia zmieniły wizualnie byłą panią premier. Podkreślam, wizualnie. Mimo braku świeżego liftingu, stylisty, dobrego makijażu i wizyty u fryzjera Julia nie zmieniła się w jednym aspekcie – wciąż posiada silne parcie na władze. 
Przybyła na Majdan i wygłosiła poruszające przemówienie przepraszając naród, że nie mogła być z nimi. Od razu oznajmiła, że wystartuje w wyborach prezydenckich. Księżniczka Julia wkroczyła do gry. Opozycjoniści z Kliczką na czele (pomińmy postać Jaceniuka, bliskiego współpracownika Julii) od wczoraj stracili na znaczeniu. Mało tego, Kliczko został wygwizdany na Majdanie za podanie ręki Janukowyczowi tuż po podpisaniu porozumienia między opozycją a władzą. Tymoszenko na wolności, Kliczko daleko w tyle. Oczywiście, nie wszyscy obecni na Majdanie cieszą się z jej powrotu, jedni krzyczą – bohaterka, inni nazywali ją zdrajcą. Jednak Jula to kobieta budząca duży sentyment wśród Ukraińców.
Podczas swojego wystąpienia ukazała się Julia z pomarańczowej rewolucji z 2004 roku. Krzyczała ideologiczne hasła, nawoływała do aktywności narodu. Wtedy zachowywała się podobnie. Stały rytuał. Co było później? Pustka. Rząd pomarańczowych nie dokonał zmian o jakich zapewniał wcześniej społeczeństwo. Czy zbliżyli się do Unii? Nie. Czy walczyli z korupcją? Niestety nie. Czy podniósł się poziom życia obywateli? Również nie.
     Majdan nie o Julię walczył. Owszem, był to jeden z wielu argumentów opozycji, jednak nie był to priorytet żądań społeczeństwa. Walczyli o nową Ukrainę. Możliwość utworzenia nowej władzy, rozliczenia się z przeszłością, zmniejszenia poziomu korupcji i zbliżeniu się do zachodnich standardów. Celem była zmiana państwa. 
Parlament odsunął Janukowycza od władzy, pracują, przyjmują ustawę za ustawą. Sprytnie wyprzedzili Rosję – Rada Najwyższa podczas dzisiejszych debat jasno podkreśliła obronę interesów Rosji. Ludność rosyjskojęzyczna nie musi bać się o swoje prawa na Ukrainie. Dodatkowo Prawy Sektor, prawicowe i często skrajnie nacjonalistyczne ugrupowania poparli wystąpienie w parlamencie. Nacjonalistyczne organizacje zapewniły o swoim szacunku do Rosjan mieszkających w granicach Ukrainy. Brawo. Tym zachowaniem Ukraińcy teoretycznie uniemożliwili Rosji ingerencji w politykę Kijowa. Federacja Rosyjska posiada konstytucyjną zasadę obrony swojej ludności poza granicą własnego państwa. Czy teraz mogą interweniować i bronić Rosjan na Ukrainie? Parlament zagwarantował im nietykalność, teoretycznie. Jednak Rosja jest nieprzewidywalna, zawsze znajdzie się inny powód. Dobrze, że Ukraińcy chociaż w tym przypadku ją wyprzedzili. 
    Co dalej z Julią? Kobieta nie chce kandydować na Premiera Ukrainy. Zdecydowała się wystartować w wyborach prezydenckich. Swoją drogą – nie okazała aż takiej wielkiej pychy, jaką mogłaby zademonstrować. Ukraina powróciła do Konstytucji z 2004 roku, zmienili ustrój z prezydenckiego na parlamentarno-prezydencki. Prezydent nie posiada już tak dyktatorskiej władzy jaką mógł chwalić się były prezydent Janukowycz. Nie ważne w których wyborach wystąpi Jula i o jaki mandat będzie się ubiegać. Julia już rządziła, Julia nie jest gwarantem nowej Ukrainy. 
Zbudowała wokół siebie bardzo dobry obraz męczennicy narodu ukraińskiego. Teraz przyszła w zasadzie „na gotowe”. Nie wiemy ilu przestępstw dokonała, jak dorobiła się wielkiego majątku i jak bardzo używała wszelkich technik korupcyjnych. Sprawy są niewyjaśnione. Wydaję się, że Jula zapomniała o zarzutach jakie kierowano pod jej osobą. Czy jest ona osobą praworządną? Czy na Ukrainie panowała jakakolwiek forma praworządności? Państwo przejęło dziś rezydencję Janukowycza. Czy rezydencje Julii są również pełne przepychu? Posiada ona drzwi warte siedemdziesiąt tysięcy euro za sztukę jak Janukowycz, własny galeon czy pole golfowe? Tego jeszcze nie wiadomo.
      Mimo całej sympatii do Julii Tymoszenko i narodu ukraińskiego należy jasno stwierdzić – walczono o nową Ukrainę, możliwośc budowany nowej władzy. Julia była politykiem skorumpowanym, co prawda nie w takiej skali jak były prezydent ale jednak. Skoro Ukraińcy walczą o nowe państwo muszą być bezwzględni – w tym przypadku nie mogą wybrać mniejszego zła.

 

Joanna Kot 

Nowa Hidżra?

     Jeszcze niespełna sto lat temu, w Danii, Norwegii i Szwecji wśród rdzennych mieszkańców nie było ani jednej osoby deklarującej religię muzułmańską. Obecnie w Królestwie Danii muzułmanie stanowią 5-7% społeczeństwa duńskiego, czyli prawie pół miliona mieszkańców. Otwartość na imigrantów, jaką wykazywali przez ostatnie dwie dekady przedstawiciele państw europejskich zachęciły muzułmanów na osiedlanie się w demokratycznej Europie. Dla młodych mieszkańców Danii islam jest swego rodzaju ruchem niepodległościowym i manifestacją swojej niezależności od zachodniej kultury. Na początku XXI wieku islam w Danii nie przynosił żadnych problemów, przełom nastąpił w 2005 roku. Pokazał on, że religia islamu niekoniecznie jest przyjaźnie nastawiona do wzorców świata zachodniego, jaki istnieje w Danii, a multikulturowość bez różnych form agresji nie jest możliwa.                                                                                                                     W 2005 roku duńska gazeta “Jyllands-Posten” opublikowała 12 karykatur proroka Mahometa, wzbudzając tym wściekłość muzułmanów. Na ulicach Kopenhagi oraz w krajach islamskich wybuchły antyduńskie zamieszki, w wyniku których śmierć poniosło około 150 osób. Najbardziej kontrowersyjnym rysunkiem autorstwa Kurta Westergaarda była podobizna przedstawiająca Mahometa, który zamiast tradycyjnego turbanu na głowie miał umieszczoną bombę. Muzułmanie postanowili zorganizować atak terrorystyczny na siedzibę gazety, w której pracował Westergaard. Na szczęście udaremniono atak dżihadystów kilka dni przed jego realizacją. Mimo upływu kilku lat Kurt Westergaard i prawie osiemdziesiąt mężczyzn – imienników karykaturzysty dostają mnóstwo pogróżek śmierci od wyznawców świata islamu. Osoby odpowiedzialne za próbę dokonania ataku terrorystycznego i próbę zabójstwa autora karykatury zostały skazane na dziesięć lat więzienia. Wydarzenia z 2005 roku uruchomiły machinę protestów i ataków muzułmanów na wzorce kultury zachodniej panujące w Danii. W muzułmańskich dzielnicach coraz częściej dochodzi do obrzucania policyjnych wozów kamieniami. Duńscy muzułmanie i anarchiści namawiają do atakowania mundurowych, wykorzystując do tego portale społecznościowe. W swoich hasłach nawołują do jednoczenia się muzułmanów w imię obrony własnego miasta. Dodatkowo, prócz walki ze służbami policji młodzi ludzie na blisko trzydziestu osiedlach w Kopenhadze podkładają ogień by zwabić straż pożarną, którą następnie obrzucają kamieniami czy kostką brukową. Z powodu licznych akcji agresji Dania od 2010 roku zaostrzyła swój kurs wobec imigrantów. Według byłego już Ministra Spraw Zagranicznych Danii Sorena Pinda „obcokrajowiec, który wybrał Danię jako swoją nową ojczyznę, to wybrał ją z taką myślą, żeby z czasem stać się Duńczykiem. Dania powinna przyjmować tylko tych imigrantów, którzy gotowi są zaakceptować i szanować duńskie wartości, normy i tradycje. Ci, którzy tego nie respektują nie powinni w ogóle przyjeżdżać do Danii”.                      
Również inny duński polityk – w dodatku wyznawca islamu, Naser Khader atakuje islam jaki ma miejsce w granicach państwa Danii. Mimo swoich konserwatywnych poglądów Naser Khadar potrafi za pośrednictwem portali społecznościowych pokazać swój sprzeciw. Wyrazy niechęci wobec zasad islamu wykazał także młody poeta Yahyi Hassan opisując muzułmanów w swoich tomikach poezji. Najwięcej niezadowolenia wśród muzułmanów mieszkających w Danii budzi fragment: chcesz piątkowej modlitwy aż do następnej piątkowej modlitwy, chcesz ramadanu aż do następnego ramadanu, ale pomiędzy piątkowymi modlitwami i ramadanami chcesz nosić nóż w kieszeni.                              Pragnący akceptacji dla własnej religii muzułmanie atakują ateistów, chrześcijan i czarnoskórych, którzy mieszkają blisko ich społeczności. Dziennikarze duńskiego tygodnika „Weekendavisen” postanowili w 2012 roku przeprowadzić eksperyment – badania tolerancji wśród mieszkańców muzułmańskich gett w Kopenhadze. Odkryli wiele przejawów agresji – grozili mieszkańcowi Afryki, ponieważ jest czarnoskóry, a w dodatku jest chrześcijaninem.  Dali mu kilka dni na zapłacenie około 10 000 koron (1800 dolarów) jeśli chce dalej mieszkać w tej okolicy. Jaki był efekt eksperymentu? Po kilku dniach mężczyzna nocował na ulicy.
Muzułmanin w Danii potrafi zagrozić bronią drugiemu muzułmaninowi – chociażby za to, że żona nie nosi odpowiedniej chusty na głowie. Przedstawiciele islamu utworzyli swój sposób sądzenia oparty na prawie szariatu – pozostali natomiast mogą żyć zgodnie z własnymi prawami – jednak prawa ludzi Zachodu nie mogą być sprzeczne z zasadami z prawami szariatu – proste.
       W 2012 roku kilka tygodni przed świętami Bożego Narodzenia pojawiła się w Danii informacja, która wywołała szok u każdego mieszkańca kraju. W małej miejscowości Kokkedel rada osiedla Egeldalsvaenge, zdominowana przez wyznawców islamu postanowiła zrezygnować z obchodów świąt Bożego Narodzenia. Decyzję swoją argumentowali zbyt wysokimi kosztami (około 7 tys. koron) z jakimi wiążą się celebracja święta chrześcijan. Wytłumaczenie to nie zostało przyjęte przez mieszkańców Kokkedel i lokalne media – kilka dni wcześniej rada wydała 60 tys. koron na obchody muzułmańskiego Święta Ofiarowania. Z celebracją świąt muzułmanów nie było problemu. Mieszkańcy postanowili zebrać podpisy pokazując nieufność wobec rady osiedlowej – zostali oni jednak przegonieni przez zamaskowanych mężczyzn krzyczących hasła solidarności z Allahem i atakując media kamieniami. Zaniechanie obchodów świąt w małym Kokkedel wywołało ogólnonarodową dyskusję pytając czy wyznawcy islamu nie są zagrożeniem dla tradycyjnych wartości w europejskim państwie. Ostatecznie choinka z okazji świąt Bożego Narodzenia pojawiła się na osiedlu w Kokkedel – dzięki zbiórce mieszkańców miasta.                                                           
Podczas wyborów parlamentarnych w 2012 roku w Kopenhadze liczne plakaty wyborcze zostały zniszczone – obklejone sloganami islamistów: Prawodawstwo należy do Allaha. Demokracja jest hipokryzją. Hipokryzja do piekła.                                             
        Według prognoz na przyszłość, w 2050 roku liczba muzułmanów w Danii ma wynieść 728 tys. i będzie stanowić 12,1% ludności tego kraju i będzie podwojeniem statusu obecnego.   Niepokojące.                                                                                                         Obecna polityka władz Danii wobec muzułmanów jest niejednoznaczna i wywołuje wiele sprzeczności. Państwo broni możliwość publikacji wywołujących skrajne emocje karykatur Mahometa. Z drugiej strony politycy pozwalają na przeprowadzanie w Danii serii wykładów Bilaliego Philipsa – pisarza głoszącego prawo do szariatu, samobójczych zamachów bombowych czy mordu na homoseksualistach. Pisarz kilkakrotnie przyjmowany był w Danii podczas gdy Wielka Brytania czy Australia zabroniły mu przekraczać swoje granice. Dodatkowo, Dania mająca już duże problemy z imigrantami z krajów muzułmańskich zezwoliła na budowę wielkiego meczetu w Kopenhadze, w dzielnicy Norrebro. Dziś jest to największy ośrodek religijny dla muzułmanów w całej Skandynawii. Budynek liczy prawie 7 tys. m.kw., oprócz funkcji czysto modlitewnych jest to miejsce kultury dla przedstawicieli świata islamu – sala kinowa, muzeum, kawiarnie i restauracje – enklawa dla muzułmanów.
Duńczycy – ateiści czy chrześcijanie boją się, że wielka świątynia dla muzułmanów podsyci ich nastroje wrogości wobec innych kultur. Meczet ten może być miejscem – siedliskiem dla nowych, skrajnie radykalnych idei walki ze światem zachodnim. Ośrodek wyróżnia się w samej Kopenhadze – widać, że pośród kultury zachodniej stoi ponad dwudziestometrowy budynek propagujący religię islamu. W 2014 roku muzułmanie pozwolą by w pobliżu ich meczetu celebrować święta chrześcijańskie? Zastanawiające.                                                       
     Idea milti-kulti? Nie sprawdziła się wśród sąsiadów Danii – Niemiec czy państw skandynawskich.  Podstawowe, elementarne zasady świata zachodu na przykładzie Danii a wyznawców islamu różnią się zbyt mocno.
To, co dla nas jest złem – dla islamistów jest dobrem. Jeśli państwo nie potrafi prowadzić jednoznacznej polityki wobec muzułmanów – za rok czy dwa będzie miało problem, wielki problem. Oby nie na tak wielką skalę jak poczynania Andersa Breivika. 

 

Joanna Kot

Quo vadis Ukraino?

      Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami… leży państwo – Ukraina.
Terytorialnie, społecznie czy mentalnie rozdzielona między zachodnim a rosyjskim światem. Niezdecydowana i niespójna. Szuka własnej tożsamości, przyszłości. 
Unia Europejska, Rosja czy trzecia droga – „lawirowania” między wschodem a zachodem? 
     Kilkanaście dni temu Janukowycz odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Odmawiając podpisania dokumentu zrezygnował jednocześnie z realizacji zadań, jakie Bruksela postawiła Ukrainie. Nie uwolniono Julii Tymoszenko, nie pozwolono jej także na wyjazd za granicę w celu leczenia. Sprawa Tymoszenko stanęła w miejscu. Nim doszło do spotkania na szczycie w Wilnie sytuacja była jasna – Ukraina stanęła w miejscu. Czy aby na pewno? Cóż, rezygnując ze zbliżenia z Unią Ukraina wykonała krok w stronę Rosji. Pytanie jak wielki krok – czy aby na pewno tak ogromny jak oceniają go światowe media? 
       Jeszcze kilka dni przed planowanym szczytem Azerbejdżan zasugerował Ukrainie plan dobrego przetrwania na arenie międzynarodowej. Unia? Tak. Rosja? Jak najbardziej. W czym tkwi azerski sposób? Róbmy wszystko, z umiarem. Prowadźmy dialog europejski, modernizujmy kraj i współpracujmy gospodarczo z Kremlem. Może ukraińskie veto wobec Brukseli jest wyrazem zgodności z polityką Azerbejdżanu? 
Nie oszukujmy się. Ukraina sama szuka swojej drogi. Nie pierwszej – zachodniej, drugiej – rosyjskiej, trzeciej – azerskiej. Unia Europejska to demokratyczne, zachodnie standardy. Rosja – autorytarne, twarde relacje, Azerbejdżan – równowaga. A Ukraina?
Cóż może zrobić państwo szukające własnej tożsamości? Państwo rozbite na pomarańczowych i niebieskich. Państwo ogarnięte korupcją, nepotyzmem i wielką strukturą oligarchów. Co może zrobić społeczeństwo? Okazuje się, że może – sporo. Setki tysięcy osób, mieszkańców Kijowa wyszło na ulicę protestując poczynaniom ukraińskiej władzy. Rozpoczęły się masowe protesty na kijowskim placu – Majdanie.
Protesty proeuropejskie – nazwijmy więc Majdan – Euromajdanem. Rewolucja? 
Jeszcze za wcześnie by móc ocenić skalę wydarzeń na Ukrainie. Ludzie manifestują, Unia Europejska nie chce dalej negocjować z Kijowem, Janukowycz jeździ do Putina a ludzie stoją i marzną licząc na zmianę sytuacji. Czy mogą coś zmienić?
     Żądają odejścia od władzy premiera Azarowa. Nie udało się. Żądają ustąpienia prezydenta Janukowycza – jak dotąd, bez rezultatu. Janukowycz został wybrany w legalnie przeprowadzonych wyborach. Możemy mieć wątpliwości czy faktycznie legalnie – nie ważne. Zyskał poparcie społeczeństwa, ma je po dziś dzień. Pojawiają się żądania wypuszczenia z więzienia Julii Tymoszenko. Cóż, Julia dalej zamknięta.
Czy wystąpienia prozachodniej części społeczeństwa mają szanse zmienić coś w kraju?
     Na Majdanie zebrała się ukraińska opozycja. Opozycja, którą zazwyczaj więcej dzieli niż łączy. Zwolennicy Unii, środowiska homoseksualne, nacjonaliści i zwolennicy Bandery. Jeden punkt łączący ich to integracja z Zachodem. No dobrze, a co dalej? Kto stanie na czele zmian? Witalij Kliczko? Wydaję się, że ma on największe poparcie wśród skandującego tłumu. Na chwilę obecną nie może jednak kandydować na prezydenta Ukrainy (jeśli, załóżmy, odbyłyby się wcześniejsze wybory). Może natomiast przewodzić proeuropejskim tłumem. Posiada ogromny autorytet – pobudza społeczeństwo do manifestowania swoich poglądów. Natomiast, gdy trzeba – uspokaja tłum przed używaniem jakiejkolwiek formy agresji. Bowiem wystąpienie setek tysięcy zwolenników zachodniej orientacji mają odbyć się w pokojowy sposób. Niestety, miały już miejsce liczne starcia z policją – milicją, Berkutem. Po brutalnej akcji specjalnego oddziału ukraińskiej milicji głos zabrała arena międzynarodowa – głos spokojny, wyważony. Wystosowano liczne zalecenia aby wystąpienia na Ukrainie przebiegały w łagodny sposób. Dyplomatycznie. Opozycja nie była dłużna – milicja z pałkami, protestujący z koparką. Działania Berkuta są brutalne i nijak mają się do szanowania praw człowieka, praw manifestujących. Atakują leżących już na chodnikach, kobiety czy dziennikarzy niszcząc ich sprzęt. Na szczęście nakręcono liczne zachowania milicji – dowód na autorytarne zachowania władz. Władz? Według prezydenta Janukowycza – żadnych władz. Nie miał on bowiem nic wspólnego z atakami na demonstrantów. Prezydent o niczym nie wiedział, nic nie słyszał, nic nie widział… Czysta samowolka milicji, która atakuje przeciwników Janukowycza. 
     Głodówkę przerwała Julia Tymoszenko prosząc naród o siłę i dalsze manifestacje. Ocenia Janukowycza jako autorytarnego przywódcę, który podobny jest do Józefa Stalina. Cóż, póki obecny prezydent jest u władzy – Julia prędko nie opuści więzienia..
  Co dalej? Czy Janukowycz wprowadzi stan wyjątkowy brutalnie likwidując protesty? Teoretycznie, może. Posiada on takie uprawnienie. Praktycznie? Czy sprzeciwi się społeczeństwu, które wytrwale walczy o swoje prawa? Wydaje się, że władza stosuje liczne prowokacje – do tłumów wprowadzane są jednostki, które próbują zorganizować bójki aby następnie sprowokować Janukowycza do użycia sił. Najwyższa władza czeka. Berkut tymczasem „po swojemu” walczy z manifestującymi – rzucając w nich np. jajkami. Cóż, poziom obniża się. Czyżby sama ukraińska milicja była już zmęczona wydarzeniami na Majdanie? Sytuacja wymyka się spod kontroli – w końcu nie każdy oddział milicji wykonuje rozkazy władz – na szczęście, są funkcjonariusze, którzy potrafią odmówić. Posłuszeństwa odmawiają także politycy obozu Janukowycza. 
Niebieska, wschodnia Ukraina załamuję się. Pomarańczowy tłum na Majdanie maleje. Pytanie brzmi – kto ustąpi pierwszy? 

 

Joanna Kot 

Bo inni widzą lepiej

     Jesteśmy dziwnym narodem.  Emanujemy wyniosłością i poczuciem wyższości.         Co rusz przypominany o naszym męczeńskim losie – wracamy do historii i nie umiemy iść na przód. Do wydarzeń z kwietnia 2010 roku będziemy powracać. Nawet jeśli nie będziemy chcieli zrobić tego osobiście – dostaniemy nowe informacje od mediów czy polityków. Ich częstotliwość zależna będzie od wyników wyborów parlamentarnych.        Jak jest teraz? Względnie spokojnie. Stało się, wypadki się zdarzają. Z drugiej strony, znamy stałą teorię: katastrofa smoleńska nie była katastrofą – lepiej brzmi – była zamachem stanu/mordu. Obecny rząd dopuścił do śmierci 96 osób. Krew na rękach ma Donald Tusk. W trzech zdaniach można streścić wnioski do jakich doszła znaczna część społeczeństwa – 10-30% narodu wierzy w mord smoleński. Skoro brzoza nie przekonała pozostałych – zwolennicy zamachu pokazali ciężkie działo – dowód zdradzenia polskiej racji stanu. Zdjęcie Donalda Tuska i Władimira Putina. 

        Fotografia ta nie ukazuje żalu i płaczu. Ujęcie przedstawia kontakt wzrokowy między politykami. Jak się okazało – to, zaraz po brzozie dowód na zbrodnię rządu. Cóż, przynajmniej zdjęcie zachowa się dłużej od drzewa. Sam Jarosław Kaczyński opisując fotografie, mówi o widocznej nici porozumienia między politykami – Putin dostanie do przeprowadzenia śledztwo smoleńskie? Czy to porozumienie i zadowolenie? Nie ważne, ważne, że nie ma rozpaczy – nie ma rozpaczy i coś tu śmierdzi.                                         W polskiej kulturze zachował się element organizowania styp – spotkań, podczas których rodzina i najbliżsi mogą wspominać zmarłego, którego kilka godzin wcześniej pochowano. Dobrze, jeżeli wspominają radośnie – nie płaczą i nie rozpaczają. To względnie normalne, następuje wypadek, śmierć – trzeba iść do przodu, nawet kilka godzin po owym zdarzeniu. Premier polskiego rządu nie mógł pozwolić sobie na osobiste przemyślenia – na miejscu wypadku wciąż był premierem, szefem rządu i przedstawicielem państwa polskiego. Musiał zachować racjonalność, trzeźwość umysłu. Uchwycono kilka ujęć, w których kąciki jego ust uniosły się – dlaczego? To kwestia interpretacji. Zwolennicy zamachu znaleźli nowy dowód zbrodni – ujęcie, na którym widać zadowolenie Tuska i Putina. Wracając do wydarzeń po 2010 roku – były inne fotografie, które przedstawiał nam świat mediów. Putin przytulający Tuska – pojednanie polsko-rosyjskie? Możliwe. Interpretując to w zupełnie inną stronę – może już wtedy zauważono współpracę w celu wyeliminowania polskiej elity politycznej? Każdy odreagowuje śmierć w inny sposób. Jeden będzie płakał, inny zamknie się w sobie i nie uzewnętrzni żadnych uczuć. Wydaje się, że nasz naród potrzebuje ukazywania patosu – rozżalenia czy wyniosłości. Jeśli widać nasze cierpienie – jest dobrze. Jeśli ktoś na chwilę je schowa – zostaje obrzucony kamieniami. Robimy co wypada wyczekując oceny innych. Jedno jest pewne: po śmierci danej osoby wypada lamentować i płakać. Jeśli zrobimy inaczej – możemy zostać oskarżeni o dokonanie zbrodni – a to już kolejny powód do płaczu.  

Joanna Kot 

Rosyjska gra współczuciem?

  Federacja Rosyjska przygotowuje się do międzynarodowej konferencji – Genewa 2. Temat? Niszczenie broni chemicznej i unormowanie sytuacji w Syrii. Podczas rozmów telefonicznych Władimir Putin nawiązuje coraz bliższe stosunki z Assadem. Czy jesteśmy świadkami rozwijania się męskiej przyjaźni? 
   Już kilka miesięcy temu Putin ugrał wiele na arenie międzynarodowej – to on zadecydował jak rozwiązać konflikt w Syrii i spoliczkował Amerykanów pokazując się jako zwolennik pokojowego rozwiązywania sporów. Jego przedstawienie trwa dalej. Podczas rozmowy telefonicznej z Assadem zadecydował pomóc Syrii w kolejny sposób – środkami medycznymi. Rosyjskie Ministerstwo Zdrowia dostarczy do Damaszku leki i środki opatrunkowe. Zachowanie Kremla nie powinno budzić jakichkolwiek zastrzeżeń – wiele krajów na świecie stara się pomóc Syrii. Organizowane są akcje humanitarne dla ludności żyjącej bezpośrednio w Syrii oraz dla uchodźców przebywających głównie w granicach Jordanii.  70% placówek służby zdrowia w Syrii nie działa, według Światowej Organizacji Zdrowia są miejsca (np. miasto Aleppo) gdzie na blisko 170 tysięcy ludności przypada jeden ośrodek medyczny. Placówka, w której brakuje środków opatrunkowych czy podstawowych leków. Organizacje międzynarodowe, WHO czy wspierający dzieci UNICEF walczą o przeżycie każdej pojedynczej jednostki. Dołączyła do tego Rosja – kraj mający swoje własne problemy z usługami medycznymi. Gra jest warta świeczki. Wyciągając do Assada pomocną dłoń Władimir Putin po raz kolejny ukazuje swoją „ludzką” twarz. Zdecydował się dostarczyć do Syrii zestawy pierwszej pomocy medycznej i leki – głównie szczepionki pomagające wzmocnić odporność Syryjczyków. Pomoc potrzebującej ludności to prosty zabieg. Putin rozwija swoją działalność polityczną na wszelkie możliwe sposoby. Broni praw człowieka, neguje działania wojenne czy uczy Stanów Zjednoczonych nowych zasad demokracji. Teraz, dodatkowo, rozpoczyna działalność charytatywną. Umie wykorzystać każdą możliwą sytuację aby podbudować swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Jeśli pomaga przy tym potrzebującej ludności – czemu nie? Assad poprosił o udzielenie pomocy mieszkańcom Syrii, pozostawił w tyle temat uchodźców w Jordanii. W jordańskich obozach w trudnych warunkach mieszkają głównie dzieci, które straciły swoich bliskich w wojnie domowej. Organizacją skupiającą nad nimi największą uwagę jest UNICEF. Niestety, sama organizacja nie jest w stanie zapewnić odpowiednich funduszy i pomocy medycznej. Może Rosja rozszerzy swoją „pomoc” także na granicę Jordanii? Zyska na arenie międzynarodowej – jeśli realnie poprawi w ten sposób sytuację niewinnych dzieci w obozie w Zaatari – jestem na tak. 

   Władimir Putin nie nawiązuje bezinteresownych przyjaźni. Jeśli może coś zyskać politycznie – pomaga. Jeśli może upokorzyć przy tym Stany Zjednoczone – działa. Na korzyść dla Kremla – Biały Dom milczy, odizolował się od tematu Syrii.
Assad zadzwonił z prośbą do Władimira Putina – wiedział kto nie odmówi.
Wiedział, kto umie umiejętnie wykorzystać wydarzenia na arenie międzynarodowej. 

 

Joanna Kot 

pomysł na referendum

    Źle się dzieje w stolicy. Platforma oferuje nietypowe warianty demokracji. 
Dwie najważniejsze osoby w państwie – prezydent Bronisław Komorowski i premier Donald Tusk nawołują aby warszawiacy nie uczestniczyli w referendum dotyczącym odwołania prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jest to dość nowy element w polityce Komorowski&Tusk – przedstawiciele władzy zawsze nawoływali do uczestnictwa w wyborach i wszelkich aktach demokracji.
    Bojkot referendum czy wzmocnienie pozycji prezydent Warszawy? Który plan może bardziej pomóc platformie? O referendum mówią wszyscy, mało kto skupia się na poprawieniu wizerunku pani Gronkiewicz-Waltz. Może powinni promować jej postać, pokazać wszelkie pozytywne aspekty, które zachęcą do obrony prezydent Warszawy? 
Samobójstwem politycznym była dla niej budowa drugiej linii metra – inwestycji niesamowicie kłopotliwej. Miasto jest rozkopane – tu pęknięcie rury, jakiś pocisk, ewakuacja mieszkańców. 
e57ec9f9d998ea9777ef285e77c6b51c
Gronkiewicz-Waltz zaryzykowała – postawiła na wielką modernizację stolicy. Odpowiada ona za błędy powstałe jeszcze w latach 80 tych. Przykładowo: w Warszawie zawadza fragment Trasy Toruńskiej, z powodu nawałnic powstają podtopienia. Podtopienia wg pani prezydent są efektem błędów w systemie kanalizacyjnym założonym ponad 30 lat temu. Zapowiedziano więc kolejną modernizację, co dla kierowców będzie dodatkowym utrudnieniem. Należy wybrać – modernizacja, która zajmuje czas, pieniądze i utrudnia codzienne funkcjonowanie czy opcja numer dwa – brak inwestycji i kolejne podtopienia. Gronkiewicz-Waltz wybiera modernizacje, pytanie, co wybiorą warszawiacy.  
     Prezydent Warszawy od kilku tygodni pokazuje się mieszkańcom. Jest obecna na budowach, spotyka się z warszawiakami. Ma szanse na przedstawienie swojego dorobku. Niestety, public relations platformy zawodzi. Politycy zaspali, Gronkiewicz-Waltz nie rządzi przecież kilka miesięcy. Stało się. Pani prezydent ma kilka tygodni na przekonanie do siebie mieszkańców. Podczas ostatnich wyborów mieszkańcy stolicy dali jej kredyt zaufania, zawarła kontrakt z obywatelami – czas pokaże czy będą oni zadowoleni z odsetek. Jeśli Hanna Gronkiewicz-Waltz wygra referendum – poparcie w platformie wzrośnie. Kontrowersyjne głosowanie może być ratunkiem dla PO lub wielkim ciosem w plecy, po którym partia może się nie podnieść. 

 

Joanna