Polska mentalność – dasz palec, to wezmą całą rękę…

    Igrzyska w Soczi za kilka dni przejdą do historii.Byliśmy świadkami wielu wzruszeń
i radości – emocjonalny rollercoaster. Każda konkurencja przyniosła niezwykłe poruszenie. Skupię się na jednej, mi najbliższej. Skoki narciarskie mają  sobie w dramat, smutek, łzy, rozczarowanie – po radość, zachwyt i euforie. Przed pierwszym konkursem na średniej skoczni (9.02) Robert Kranjec zaliczył upadek podczas kwalifikacji. Nie musiał brać w nich udziału – jako zawodnik czołowej „dziesiątki” Pucharu Świata miał zapewniony udział w zawodach. Dlaczego mimo to skakał? Ambicja, chęć sprawdzenia siebie lub najzwyczajniej dla możliwości oddania kolejnego skoku treningowego. Niestety, niefortunnie upadł. Słoweńscy kibice utracili nadzieję – dobry zadownik ma kontuzję, nie wystąpi, zagrożona jest pozycja całej drużyny. Słowenia, kilka tygodni temu typowana złotą drużyną podczas Igrzysk w Soczi zajęła 5 miejsce. Jeden z faworytów Thomas Morgenstern kilka tygodni temu leżał na oddziale intensywnej terapii, wczoraj dołożył swoje metry do srebrnego medalu dla Austrii. Skoki narciarskie są nieprzewidywalne. 
    Zastanawia mnie pojęcie przewidywalności w skokach narciarskich. Absolutnie nie zgadzam się, aby mogło być ono używane w tej konkurencji. Po dwóch złotych medalach Kamila Stocha troszkę się zapomnieliśmy. Wszyscy do około, którzy wypowiadali się za pośrednictwem mediów – tv, internetu czy radia przewidywali nam złoto w drużynówce. Na podstawie (zasłużonego) sukcesu Kamila Stocha trochę koloryzowaliśmy. Aby wygrać w zawodach drużynowych należy oddać 8 bardzo dobrych skoków. We wcześniejszych, indywidualnych zawodach Kamil oddał po 2 dobre skoki.  Dzięki niemu możemy czuć radość, wzruszenie, podziw i dumę będąc Polakiem, mając takiego skoczka.
Otrzymaliśmy Mistrza – chcieliśmy jednak więcej. Presja była ogromna. Podium, pudło, medal, wygrana, złoto, najlepsza drużyna świata, sukces, uda się, wierzymy. Takie hasła padały najczęściej. Fakt, wierzyłam, nie zaprzeczam. Wierzyłam w drużynę Łukasza Kruczka. Nie zawiodłam się. Chłopaki pokazali klasę – pierwszy raz w historii Igrzysk stanęli na WYSOKIM czwartym miejscu. Czwarte miejsce oczywiście jest pozycją niewdzięczną – tuż za podium, tuż za medalem. Nie byliśmy tuż za medalem – Niemcy, Austria i Japonia spisali się lepiej. Niemcy, Austria i Japonia są mistrzami w skokach. Siedzą w tym od dawna, mają niezłe kompleksy sportowe i szkoleniowe. My dopiero się rozwijamy. Mieliśmy Adama Małysza, przez kilka pięknych lat był jeden polski skoczek narciarski, który wzbudzał w nas wiele pozytywnych emocji. Był Małysz… i długo, długo nic. Dziś mamy kadrę, prawdziwą kadrę. Stocz, Kot, Ziobro, Żyła, Kubacki, Miętus, Biegun.. Mamy w czym wybierać. Mamy co szkolić, kogo doskonalić w i kogo inwestować. Byliśmy w tyle, zacofani. Nikt nie miał w nas przeciwnika. Dziś? Jedna z najlepszych drużyn świata. Powtarzam – nie najlepsza, jedna z najlepszych. 
Otrzymaliśmy złoty palec (no, dwa palce  – medale Kamila Stocha), chcieliśmy od razu chapnąć całą rękę. Czy Polski kibic czułby się lepiej, gdyby przez złe warunki atmosferyczne drużyna Niemiec, Austrii i Japonii oddałaby jeden-dwa złe skoki dzięki czemu uzyskalibyśmy złoty medal? Obawiam się, że tak. Sprawiedliwość jest rzeczą niepojętą, obawiam się, że po prostu ona nie występuje. Zawsze ktoś okaże się lepszy a ktoś gorszy. Cieszę się, że okazaliśmy się gorsi ze względu na dalsze braki względem potęgi Niemiec czy Austrii, niż lepsi za pomocą silniejszego podmuchu wiatru. 
    Chłopaki z kadry Łukasza Kruczka dali nam niesamowite emocje. Każdy z osobna – spowodował mocniejsze bicie serca. Ktoś skoczył dalej, inny perfekcyjniej wylądował. Jeden spóźnił skok, drugi nie podkreślił telemarku. Możemy gdybyś, analizować, obserwować i bawić się w specjalistów skoków narciarskich. Możemy, takie jest nasze prawo. Dobrze, jeżeli nie zapominamy w tym o szacunku dla drugiego człowieka. Ostatnimi czasy modny jest hejt, hejtowanie, krytyka, skrajne obrażanie. A hejt się już uaktywnił. Nie minęła doba od występu Polaków w drużynowym konkursie – media już wskazują winnego, Piotra Żyłę. Okej, był on najsłabszym ogniwem w drużynie. Zawsze taka osoba się znajdzie, nie ma takich takich ludzi – takich samych skoczków. Trafiło na Piotra Żyłę. Swoją drogą – kto jest na tyle bezczelny oceniając poziom jego formy i wiążąc ją w udziałem w reklamie telewizyjnej – od tego źle się skacze? Ręce opadają.
Zdarza się nawet najlepszym zepsuć skok (sam Kamil Stoch nie był zadowolony ze swojej próby podczas pierwszej serii). Co by było gdyby Żyła skoczył dwa dobre, równe skoki? Co by było gdyby Stoch wylądował cztery metry dalej? A może jakby Niemcy oddali jeden zły skok to mielibyśmy pudło? Gdyby ciocia miała wąsy to by byłą wujkiem. Zajęliśmy najlepsze miejsce w historii, cieszmy się. Nakręcaliśmy się wzajemnie, niestety, nie umiemy teraz tego zakończyć. Zaraz po zdobyciu drugiego złota przez Kamila media ogłosiły naszą drużynę najlepszą mówiąc, że złoto jest na wyciągnięcie ręki. Pewnie, że jest, było. Dla lepszych, a wygrywa najlepszy. Ten, który najlepiej skoczy, nie ten, którego media nazwały faworytem, pewniakiem, medalistą jeszcze przed przeprowadzeniem zawodów. 
    To bardzo miłe, że kilka milionów Polaków zasiadło przed telewizory oglądając skoki narciarskie. Lubimy, gdy wygrywają nasi – utożsamiamy się z taką wygraną, chyba tak to działa. Mam nadzieję, że chociaż jeden milion osób, które śledziło skoki chłopaków od Łukasza Kruczka będzie dalej dopingować drużynę w pozostałych konkursach – tych znanych i mniej znanych. Czwarte drużynowe miejsce może niestety zmniejszyć liczbę kibiców. Piotr Żyła może „oberwać” na forach internetowych, tam najłatwiej – w końcu jeśli jestem anonimowy, to mogę więcej, nie? O ironio. 
Myślę, że prawdziwi kibice zostaną, na dobre i na złe. Nie będą powtarzać medialnych głupot, nie będą obrażać i krytykować.
Krytyka, krytyka… W tym, jako naród jesteśmy super. Narzekamy, krytykujemy, tak w kółko. Bo rząd, bo pogoda, bo pociągi, tu skoczkowie, tam autostrady, tu szkolnictwo o niskim poziomie, tu za mało zarabiamy, tam za drogo, za daleko a tu mi się nie chcę.
Tyłek z kanapy, siłownia, poszukajcie po drodze talentu i kierunek Wisła-Malinka czy Wielka Krokiew i do zobaczenia na kolejnych zimowych Igrzyskach Olimpijskich, powodzenia. 

 

Joanna Kot 

Bo inni widzą lepiej

     Jesteśmy dziwnym narodem.  Emanujemy wyniosłością i poczuciem wyższości.         Co rusz przypominany o naszym męczeńskim losie – wracamy do historii i nie umiemy iść na przód. Do wydarzeń z kwietnia 2010 roku będziemy powracać. Nawet jeśli nie będziemy chcieli zrobić tego osobiście – dostaniemy nowe informacje od mediów czy polityków. Ich częstotliwość zależna będzie od wyników wyborów parlamentarnych.        Jak jest teraz? Względnie spokojnie. Stało się, wypadki się zdarzają. Z drugiej strony, znamy stałą teorię: katastrofa smoleńska nie była katastrofą – lepiej brzmi – była zamachem stanu/mordu. Obecny rząd dopuścił do śmierci 96 osób. Krew na rękach ma Donald Tusk. W trzech zdaniach można streścić wnioski do jakich doszła znaczna część społeczeństwa – 10-30% narodu wierzy w mord smoleński. Skoro brzoza nie przekonała pozostałych – zwolennicy zamachu pokazali ciężkie działo – dowód zdradzenia polskiej racji stanu. Zdjęcie Donalda Tuska i Władimira Putina. 

        Fotografia ta nie ukazuje żalu i płaczu. Ujęcie przedstawia kontakt wzrokowy między politykami. Jak się okazało – to, zaraz po brzozie dowód na zbrodnię rządu. Cóż, przynajmniej zdjęcie zachowa się dłużej od drzewa. Sam Jarosław Kaczyński opisując fotografie, mówi o widocznej nici porozumienia między politykami – Putin dostanie do przeprowadzenia śledztwo smoleńskie? Czy to porozumienie i zadowolenie? Nie ważne, ważne, że nie ma rozpaczy – nie ma rozpaczy i coś tu śmierdzi.                                         W polskiej kulturze zachował się element organizowania styp – spotkań, podczas których rodzina i najbliżsi mogą wspominać zmarłego, którego kilka godzin wcześniej pochowano. Dobrze, jeżeli wspominają radośnie – nie płaczą i nie rozpaczają. To względnie normalne, następuje wypadek, śmierć – trzeba iść do przodu, nawet kilka godzin po owym zdarzeniu. Premier polskiego rządu nie mógł pozwolić sobie na osobiste przemyślenia – na miejscu wypadku wciąż był premierem, szefem rządu i przedstawicielem państwa polskiego. Musiał zachować racjonalność, trzeźwość umysłu. Uchwycono kilka ujęć, w których kąciki jego ust uniosły się – dlaczego? To kwestia interpretacji. Zwolennicy zamachu znaleźli nowy dowód zbrodni – ujęcie, na którym widać zadowolenie Tuska i Putina. Wracając do wydarzeń po 2010 roku – były inne fotografie, które przedstawiał nam świat mediów. Putin przytulający Tuska – pojednanie polsko-rosyjskie? Możliwe. Interpretując to w zupełnie inną stronę – może już wtedy zauważono współpracę w celu wyeliminowania polskiej elity politycznej? Każdy odreagowuje śmierć w inny sposób. Jeden będzie płakał, inny zamknie się w sobie i nie uzewnętrzni żadnych uczuć. Wydaje się, że nasz naród potrzebuje ukazywania patosu – rozżalenia czy wyniosłości. Jeśli widać nasze cierpienie – jest dobrze. Jeśli ktoś na chwilę je schowa – zostaje obrzucony kamieniami. Robimy co wypada wyczekując oceny innych. Jedno jest pewne: po śmierci danej osoby wypada lamentować i płakać. Jeśli zrobimy inaczej – możemy zostać oskarżeni o dokonanie zbrodni – a to już kolejny powód do płaczu.  

Joanna Kot 

Jesienna ofensywa

      Dzisiejszego dnia odbyła się kilkugodzinna konwencja krajowa Platformy Obywatelskiej. Premier Donald Tusk i najważniejsi członkowie PO wypowiedzieli się na temat politycznych planów – wydania budżetu europejskiego, pomocy polskim rodzinom czy zreorganizowania systemu podatkowego w Polsce. Tusk podziękował za dotychczasową współpracę, wszystko odbyło się w miłej i serdecznej atmosferze.
W konkurencyjnej partii, w Prawie i Sprawiedliwości – jak zwykle – bojowo.
Jarosław Kaczyński poinformował Polskę o nowym, nieślubnym dziecku Premiera – Donald Tusk jest ojcem biedy. Biedy gospodarczej i społecznej, ogólnie – wszystkiemu co złe w Polsce. To tylko początek szokowania społeczeństwa. Po kilku godzinach media poinformowały o kolejnej rewelacji i zmianach w Prawie i Sprawiedliwości. Prawa ręka i pomocne ucho Prezesa – Antoni Macierewicz uzyskał wielki awans polityczny. Został wybrany nowym wiceprezesem partii. PiS bez Adama Hofmana startuje całkiem ostro – bowiem Macierewicz (określany wybitnym człowiekiem wg posła Błaszczaka) doprowadził do „obnażenia kłamstw dotyczących katastrofy smoleńskiej”. Czego jeszcze dokona główny śledczy prawicy polskiej? Prawdopodobne jest, że Macierewicz będzie informował społeczeństwo o innych dzieciach Donalda Tuska – była już bieda, może teraz PiS rozszerzy to o bezrobocie, złe drogi czy nieumiejętne wydawanie funduszy unijnych? Nie ważne, ciekawe jak odbije się to na prywatnym życiu Donalda Tuska. Cóż, płodny facet.
        Tak, jak kilkanaście lat temu Kaczyński i Tusk umieli się dogadywać – tak i teraz widać wśród ich wystąpień cechę wspólną. Jarosław Kaczyński zapowiada przebudowę Rzeczpospolitej, naprawę polityki prorodzinnej czy unowocześnienie polskiej gospodarki. Jak, kiedy, za jaką kwotę? Te drobne szczegóły pozostały nieznane. Być może dowiemy się o tym innym terminie, najprawdopodobniej – nigdy. Donald Tusk podobnie – rzucał wielkie hasła i miłe sugestie. Poważniejszych planów politycznych – brak.  Żadna z partii nie przekazała nic konkretnego. Kaczyński wypromował dziś Macierewicza, Tusk zadziałał delikatniej promując nową wicepremier Elżbietę Bieńkowską, która z Macierewiczem raczej nie ma nic wspólnego. Chwała jej za to.
      Wiadomo jedno – konflikt trwa. Dzięki nim na polskiej scenie politycznej istnieje Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. Wzajemnie napędzane nienawiścią i fałszem – jedno bez drugiego nie przeżyje, „razem” będą trwać jeszcze kilka lat. 

 

Joanna Kot 

Rusofobia do kwadratu.

      Święto Niepodległości – 11 listopada w Polsce obchodzony jest standardowo już z roku na rok. Defilada, przemówienie prezydenta, marsz i atrakcje popołudniowe – agresja „patriotów”, „narodowców”, „prawdziwych Polaków” wobec tych „niepolskich”. Polakiem dla nich nie jest homoseksualista czy cudzoziemiec. Jeśli cudzoziemcem jest przedstawiciel Wschodu – Rosjanin, to niestety wielki grzech. Co wtedy robią „patrioci”? Za pomocą siły, agresji i skrajnej głupoty ukazują przywiązanie do swojego narodu – niszczą mienie, polskie jak i zagraniczne. To nic, że na arenie międzynarodowej robią z nas idiotów.
W sumie, nie można ich winić – czy chociaż co drugi z nich wie coś więcej prócz tego jak założyć kominiarkę i rzucić cegłą w stronę innych? Swoją drogą, na szczęście, kominiarek nie założyli tył na przód, plus dla nich. 
     Uderzyli w stronę ambasady rosyjskiej w Warszawie – Rosja to wróg numer jeden, wiadomo. Rosja wróg, Putin wróg, Kreml wróg. Wywołało to niezadowolenie Rosji. Nic dziwnego, zaniepokoili się atakiem na swoje mienie. Zażądali przeprosin, niestety, nie doczekali się. Czterech nacjonalistów rosyjskich zaatakowało polską placówkę w Moskwie – zrobili dokładnie to samo. Czy sytuacja będzie się powtarzać? Kto wie. Ostatnią placówkę rosyjską zaatakowano w Libii, wcześniej w Estonii, teraz w Polsce. Prezydent Bronisław Komorowski (dla przypomnienia, polityk sympatyzujący z Platformą Obywatelską) stwierdził, że przeprosić Rosję należy. Punkt dla niego. Co, jeśli kolejnym prezydentem, premierem będzie przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości? Nie będzie przeprosin. Sprawa zaostrzy się – na wschodzie posiadamy wroga, państwo, które nie szanuje nas na arenie międzynarodowej.
Katyń, Smoleńsk, wrak samolotu – punkty zapalne, niewyjaśnione. Dokumenty katyńskie otrzymaliśmy w latach 90tych. Nikt nie zataił informacji kto dokonał mordu na polskich żołnierzach. Wymagamy od Rosji słowa przepraszam. Naprawdę? Wymagamy przeprosin podczas gdy sami nie umiemy dokonać tego aktu. Pragniemy wciąż analizować przeszłość opierając się na dawnych wydarzeniach.
Politycy nagłaśniają sprawę w mediach – mord katyński, kilkadziesiąt lat później mord smoleński. Następnie, chwytające wszelkie medialne rewelacje osoby postanawiają sami okazać sprawiedliwość. Kilka cegieł, koktajli, wybuchów.
Może zamiast ogłaszać manifest ukazania siły, należy uspokoić naród i tych agresywnie nastawionych „patriotów”? Cóż, Jarosław Kaczyński chciał dobrze, a wyszło jak zawsze. To optymistyczne myślenie, przecież przedstawiciel opozycji w Polsce (i zwolennik zerwania jakichkolwiek relacji z Rosją) nie może być dumny z agresywnego zachowania podczas marszu. To przecież paradoksalne rozumienie, każdy polityk chce jak najlepiej dla Polski i Polaków zapewniając im spokój i bezpieczeństwo. 
     Może potrzeba w Polsce gorszego wydarzenia – ranni policjanci to najwyraźniej zbyt mały skutek działania nacjonalistów. Co, jeśli podczas następnego zgromadzenia ranne zostaną osoby chociażby dzieci? Czy wtedy Prezes Jarosław Kaczyński będzie nawoływał do ukazania siły? W woli ścisłości, prawdopodobnie chodziło mu o wygranie przyszłych wyborów parlamentarnych. Problem w tym, że elokwentni i inteligentni „patrioci” mogli inaczej zrozumieć wystąpienie Prezesa. Politycy muszą uważać i dokładniej określać swoje plany. Chociaż wygodniej jest rzucać hasła – przecież nikt ich później nie będzie rozliczał… 

 

Joanna Kot

Dziecko – zło czyhające na zagubionych księży?

        Dziecko szuka miłości. Ono lgnie, zagubi się samo i jeszcze drugiego człowieka wciąga – tak Abp Józef Michalik podsumował problem wykorzystywanie seksualnego w środowisku polskich księży. Wskazał on winnych – rodziny, rodziców i nieumiejętne zaopiekowanie się własną pociechą. Nie wymaga to komentarza. Kilka dni temu sytuacja w polskim kościele stała się ważnym tematem rozważań mediów międzynarodowych. Polski ksiądz urzędujący na Dominikanie – Wojciech Gil został oskarżony o molestowanie dzieci. Przypadek? Nieporozumienie? Stosujmy zasadę domniemania niewinności, nawet jeżeli w prywatnym komputerze księdza były materiały pornograficzne z udziałem nieletnich. Nic nie zostało udowodnione, jeszcze. 

Arcybiskup: To nieporozumienie, LAPSUS JĘZYKOWY! Stuhr: MAM KURWA DOŚĆ!

      Episkopat polski przeprosił za swoich duchownych, którzy sprawili jakąkolwiek krzywdę dzieciom. W Polsce nie ma tolerancji dla pedofilii – istnieje tak zwany „program zero tolerancji”? Nie do końca. Podczas wystąpienia Episkopatu nie skupiono się na molestowanych i upokorzonych dzieciach. Niefortunnie próbowano zrzucić winę na media, które non stop pokazują w swoich programach demoralizujące treści dla nieletnich. Dodatkowo, same media nagłaśniają sprawę – takie stanowisko przedstawili księża na Konferencji Episkopatu. Doprawdy? Media nagłaśniają wszelkie sprawy, szukają sensacji, tematów chwytnych, popularnych. Na ogół – tematów przykrych. Przekaz medialny ma swoje napięcie i natężenie. Sprzedaje się coś, nad tym trzeba płakać, zastanowić się.
Żyjemy zgodnie z zasadą – „brak wiadomości to dobra wiadomość, dobra wiadomość to nudna wiadomość, zła wiadomość – to wiadomość na pierwszą stronę gazety”. 
     To dzięki popularności i dostępu mediów jesteśmy świadkami wydarzeń zmieniających nasze życie – atak na World Trade Center, wojna w Syrii, wypadek autokaru. W Polsce jesteśmy informowani o maltretowaniach i zabójstwach dzieci. Czym jednak różni się to od zabrania godności jednostce ludzkiej? Rany cięte uzyskane w drugim roku życia będą widoczne na naszym ciele. Możemy je zasłonić, poddać się operacji plastycznej. Rany fizyczne z czasem nie będą tak boleć. Polski Kościół podkreśla problem agresji wobec dzieci. Faktycznie, agresja jest problemem. Pytanie jak można potraktować agresje seksualną i emocjonalną? Molestowanie to nic innego jak jakikolwiek kontakt fizyczny mający na celu doznanie przyjemności seksualnej. Osoba dorosła czerpie przyjemność – a dziecko? Co czuje dziecko? Jak mała istota może odróżnić dobry czy zły dotyk? Jeśli zaufana osoba – np ksiądz wykona zbyt śmiały ruch – jak odbierze to dziecko? Mogą czuć się winne całej sytuacji, boją się otworzyć i zwrócić się z problemem dalej – są tylko dziećmi, wykorzystywanymi przez szanowane w państwie osoby. 
       Winni są dziennikarze, dzieci, rodzice – gdzie wina księży? Abp Michalik wytłumaczył się żałośnie – jakby księża byli piętnastoletnimi zagubionymi nastolatkami, którzy pod wpływem flirtu i podrywu zostały emocjonalnie oszukane przez rok starszych kolegów. Poszkodowany Kościół, niefortunne słowa Abp Michalika? Nie ważne już, że przeprosił za nieporozumienie i sprostował swoją wypowiedź. Politycy także czasami mówią coś złego i nieprzemyślnego. Dziennikarz widzi błąd, pisze o tym, drukuje, ukazuje na wizji – informuje świat. Często po kilku godzinach czy następnego dnia przychodzi sprostowanie. Sprostowanie nikogo już nie obchodzi, wcześniejsze – mocniejsze słowa zachodzą w pamięć. Lapsus językowy? Może my po prostu źle zinterpretowaliśmy wypowiedź arcybiskupa? Może. Pocieszające jest to, że nie jesteśmy w tym sami. Polska stała się popularna w prasie zagranicznej. Media informują, że w naszym kraju można uniknąć molestowania poprawiając relacje między dzieckiem a rodzicem. W Polsce temat pedofilii wśród księży jest tematem tabu, którego boimy się wyjaśnić. Faktycznie, boimy się. Może nie jesteśmy gotowi jako społeczeństwo oddzielić się od Kościoła? 
         Polski temat w prasie międzynarodowej występuje dość rzadko, mało jest Polaków sławnych na cały świat – Jan Paweł II, Lech Wałęsa? Do tego grona dojdzie najnowszy tytuł artykułu australijskiej gazety – „Rozwiedzeni rodzice współwinni za pedofilię”. Przeprośmy za media i całą nagonkę prowadzoną w celu skompromitowania polskiego Kościoła. Wyciszmy sprawę. Niestety, kłóci się to z ogólnym hasłem kościoła katolickiego, który nie zamiata przecież problemów pod dywan. Nie zamiata? 

 

„no news – good news, good news – dull news, bad news – front page story”

 

Joanna Kot

Magia Twiterra

    Ponad dwadzieścia cztery godziny temu portal internetowy dziennika Newsweek podał nieoficjalną informację o dymisji ministra finansów Jacka Rostowskiego. Informacja pojawiła się po kolei na stronie gazety – dalej na Facebooku docierając do ponad 65 tysięcy odbiorców. Pozostałe media milczały. Po kilkunastu minutach portal tvn24 odważył się przekazać informację przez swoich dziennikarzy, dalej informację nieoficjalną. Przerwano program, zmontowano materiał i przedstawiono go widzom. Ilość komentarzy na forach internetowych rosła z minuty na minutę. Dobry, interesujący news. Cieszyli się przeciwnicy Platformy Obywatelskiej i ministra Rostowskiego. Wyborcy Platformy opisywali pewne zgorszenie – w końcu kilka godzin wcześniej podczas konferencji prasowej Tusk nie odniósł się do plotki o dymisji, o której wspominała agencja Reutersa. W telewizji pojawiały się te same materiały dotyczące dymisji – zdjęcia ministra czy zdjęcia z konferencji. Nic nowego, dziennikarze powtarzali w kółko nieoficjalny news.
Czas nakręcał sytuację. 
     W końcu nastąpiła odezwa – sam premier za pośrednictwem Twittera uciął spekulacje nazywając je po prostu – plotką. Jedno zdanie wprawiło w lekkie osłupienie dziennikarzy na wizji i internautów. Polska scena polityczna ożywiła się. Podczas wakacji, odpoczynku, ciszy i szykowania zapewne przez wszystkie partie „jesiennej inwazji” – w końcu zawrzało. Plotka od Newsweeka, która została podchwycona i przedstawiona przez tvn24 wywołała burzę – medialną burzę. Nie należy winić dziennika – powołali się na informatorów i puścili informację w świat (raczej lokalnie, w Polskę). Warto jest ryzykować, Newsweek zaryzykował, tym razem niestety dla niego – niekorzystnie. Zyskali jednak popularność, cóż, pewien plus.
     Wracając do portali społecznościowych – inni politycy milczeli a rzecznik rządu nie odbierał telefonu. Twitter się przydał, Donald Tusk wyraził swoje zdanie na ten temat. Pytanie, czy nie powinien robić tego częściej?
Pojawił się temat Internetu – może warto otworzyć się i być bardziej aktywnym?
Z drugiej strony, ponoć w związku nieobecność rozpala uczucie, może premier jest przychylny tej zasadzie? Czas pokaże. 

 

Joanna

Sportowy protest w Rosji?

     Władimir Putin stale podkreśla tradycyjne wartości jakimi powinien kierować się obywatel Federacji. Wynika to z braku tożsamości narodowej Rosjan. Problem ten widoczny był w momentach ustalania hymnu lub zderzeniu się Moskwy ze światem azjatyckim, który ekspansywnie osiedla się na terenach Rosji. Patriarcha Putin prowadzi więc naród według sztywno wyznaczonych reguł. Jedną z ważniejszych zasad prawidłowego Rosjanina jest rodzina – tradycyjne podejście do założenia rodziny. Rodzina to kobieta i mężczyzna, w tym nie ma dla niego dyskusji.                                
      Kilka tygodni temu Federacja Rosyjska dołożyła jedną z kolejnych, skrajnych ustaw, które zakazuje jakiekolwiek formy promocji i propagowania homoseksualizmu. Dokument nawiązuje do moralnego wychowania dzieci – przedstawiając im formę tradycyjnej, heteroseksualnej rodziny. Jakakolwiek promocja związków homoseksualnych ma być ostro karana – finansowo bądź za pomocą aresztu 15 dniowego (skutki promowania modelu kobieta-kobieta, mężczyzna-mężczyzna odczują także cudzoziemcy przebywający w granicach Federacji). Zaczęła się ostra walka Putina.                       Karanie homoseksualizmu to naturalny element historii Rosji – grzywna i więzienie to możliwości jakimi kierowała się władza w czasach ZSRR. Władimir Putin, jako były funkcjonariusz KGB, dorastający w Związku Radzieckim śmiało przełożył stare zasady na nowy – ponoć bardziej tolerancyjny i liberalny system występujący w Federacji.  
      Zastanawiająca jest reakcja ustawy na arenie międzynarodowej. Unia Europejska – organizacja broniąca praw człowieka, głosząca tolerancję dla innych wyznań czy związków homoseksualnych – milczy. Na arenie międzynarodowej nie pojawił się żaden sprzeciw, żadna reakcja, nic. Rosja milczeniem Zachodu otrzymała przyzwolenie na restrykcję swojego prawa. Do czasu. Podczas tegorocznych lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Moskwie pojawiły się pojedyncze przypadki zachowań kobiet, odbierane jako sprzeciw wobec polityki Władimira Władimirowicza. Pytanie, czy to rzeczywisty sprzeciw czy zły odbiór tych zachować przed media i opinie międzynarodowe?                                     Emma Green-Tregaro, szwedzka lekkoatletka skacząca wzwyż podczas eliminacji przykuła uwagę swoimi paznokciami pomalowanymi na kolory tęczy. 

Czy był to przypadek, czy forma sprzeciwu wobec restrykcji władzy? Skoczkini na czas wystąpień finałowych przemalowała paznokcie na jednolity, czerwony kolor. Media donoszą, że zrobiła to po „prośbach” Międzynarodowej Federacji Lekkiej Atletyki. Zastanawiające jest, czy od tego wydarzenia Putin i osoby przeciwne związkom homoseksualnym będą oceniać strój, makijaż czy manikiur każdej przypadkowej osoby. Nietrudno jest sprowokować władze – letnia słoneczna pogoda sprawia, że porzucamy ciemne kolory – co się stanie, jeśli kobieta/dziewczyna/dziecko wybierze kolory podobne do symbolu homoseksualistów? Analizując zachowanie Władimira Putina niebawem kolorowe skarpetki znikną z półek sklepowych a firmy kosmetyczne przestaną produkować kolorowe odcienie lakieru do paznokci – przypadkowo jakaś młoda dama będzie chciała użyć kilku kolorów a to może nie spodobać się Moskwie… 

      Manifestacja przeciwko ustawie Putina również za pomocą zwykłego pocałunku? Również, to możliwe. Dwie Rosjanki – Tatjana Firowa i Ksenija Ryżowa podczas wręczenia medali dokonały karygodnego zachowania – zbliżyły się do siebie i dosłownie cmoknęły się w usta. Pogratulowały sobie wzajemnie czy pragnęły sprowokować Kreml? Dla jednych to forma szczerej radości, inni natomiast w ramach tworzenia kolejnego spisku zauważyli błysk w oczach kobiet, pożądanie i chęć poniżenie Putina. Ocena takiego zdarzenia wynika między innymi z tego jak media próbują przedstawić nam tą informację. Uwierzymy w spisek, gdy media nazywają to zachowanie kontrowersyjnym wybrykiem. Możemy mieć wątpliwości widząc zdjęcie w telewizji – w końcu, czy nie tak jako dzieci całowaliśmy chociażby mamę na dobranoc? 

Soczystym całusem w antygejowskie prawo? Rosjanki szokują na podium

      Premedytacja czy przypadek? Jeśli były one świadome swojego zachowania – to istotne, pojawiły się pojedyncze jednostki, odważne by podczas międzynarodowego święta przeciwstawić się polityce Putina. Natomiast, jeśli kobiety przypadkowo pocałowały się i wybrały kolorowy manikiur – bądź co bądź medialnie oskarżono je o działanie przeciwko Rosji. 
      Doskonale w tym wszystkich odnalazł się sam Władimir Putin. Rosja wygrała w kolejnej konkurencji – paznokcie malujemy wg restrykcji władzy, komunistyczny czerwony odcień jest jak najbardziej na miejscu. Sam Putin mógł swoim zachowaniem zyskać poparcie wśród starszej części społeczeństwa. W Rosji tolerancja wobec homoseksualistów sięga 20-30%. Władimir pokazał „zjednoczenie” z własnym narodem. Ukazał bliskość z kulturą i religią prawosławną, podkreślił, że związek to tradycyjnie – kobieta i mężczyzna. Takie myślenie w XXI wieku może być uznawane za dziwne, Zachód propaguje wolność i tolerancję, Kreml natomiast zamyka się na wszelkiego rodzaju innowację. Cóż, to Rosja, Rosja jeszcze wiele razy nas zaskoczy. 

Joanna