Polskie zacofanie – bałtycki spryt.

    W XXI wieku, w dobie komputerów i globalizacji zanikła książka. Wraz z rozwojem cywilizacji my, Polacy, chyba ją gdzieś zagubiliśmy. Dane są przerażające – w ubiegłym roku jedynie 11% społeczeństwa to czytelnicy. Przeczytali oni siedem i więcej pozycji – wydrukowanych i elektronicznych (wliczając w to nawet jednorazowy kontakt z albumem fotograficznym, książką kucharską czy słownikiem). Dłuższych, pojedynczych artykułów w prasie także nie przyswajamy. 
     Czy czytanie w Polsce nie jest modne? Od kilku lat powstają w naszym kraju akcje mające zachęcić do zapoznania się z książkami. Cała Polska czyta dzieciom.
Zaopiekuj się książką. Miejscowe podróże książkowe. Czytamy pod chmurką. 
Nie czytasz? Nie nie idę z Tobą do łóżka. A Ty do czego używasz książek? 
Strefa wolnego czytania. Wychowanie przez czytanie. Zakochaj się w czytaniu. 
Nie jestem statystycznym Polakiem – czytam książki. I Ty możesz czytać książki. 
     Niestety, mimo prób i nagłaśniania akcji w telewizji, na portalach społecznościowych lub dosłownie, na ulicy – akcja nie działa, nie w naszym kraju.
Jednym z argumentów jakim bronią się ci, którzy nie czytają książek jest problem jej zbyt wysokiej ceny. Naprawdę? Jeśli faktycznie zbyt wygórowana cena powoduje w Polsce spadek czytelnictwa to może powinniśmy brać przykład z maleńkiej Estonii? Polacy kupują nieco ponad 7 książek na 100 osób. Dla porównania w Estonii – ponad 40 pozycji. 
Estonia uzyskując niepodległość po upadku ZSRR musiała (jak inne nowe kraje) przeorientować założenia swojej dotychczasowej polityki. Państwa bałtyckie szybko ustaliły kierunek swojej wolnej polityki. Łotysze postanowili zostać centrum bankowym regionu. Estończycy postawili na Internet, nowe technologie i rozwój swoich obywateli. To właśnie oni wytworzyli takie aplikacje jak KaZaA, Hotmail czy Skype. Wkraczając w XXI wiek uruchomili internetową administrację, czy głosowanie przez telefon komórkowy.      Nie zapomnieli o podstawach – rozwoju pojedynczej jednostki. Zauważyli, że naród oczytany to naród mądry. W 1994 roku wprowadzili ustawę – 6% z wpływów, jakie w formie podatków spływają do kasy państwa z alkoholu, tytoniu i hazardu, jest przeznaczane na wspieranie krajowej literatury. Przykładowo, w 2012 roku dzięki zyskowi ze sprzedawanego alkoholu w Estonii wydano dodatkowo około 4000 publikacji. Co ciekawe, w Finlandii (która posiada pięć razy więcej mieszkańców niż Estonia), wydano mniej książek. Finowie pomagają estońskiej literaturze. To oni są największymi fanami estońskiego alkoholu na świecie. W zeszłym roku 84% Finów kupiło estoński alkohol. Kupując napoje procentowe Finlandia nie tyle wzbogaca estoński budżet, dzięki niej powstaje wiele nowych książek, a Estończycy czytają coraz częściej i więcej.
Jest jakiś pomysł. Nie tylko w kwestii czytelnictwa powinniśmy brać przykład z mieszkańców tego kraju. Wyprzedzają nas pod względem konkurencyjności gospodarki, dostępności do Internetu, powszechność telefonii komórkowej czy badań medycznych.           Wracając do sytuacji polskiego czytelnictwa – cena książek nie powinna być wymówką, są na to inne sposoby – wyprzedaże, antykwariaty czy korzystanie z bibliotek. Ankietowani biorący udział w badaniach przyznali się, że kiedyś – przed 2008 rokiem byli częstymi czytelnikami. Obecnie, po prostu nie mają na to czasu. Czy coś szczególnego zmieniło się w Polsce kilka lat temu? Jeśli zgadzamy się z argumentem braku czasu to jak wytłumaczyć to na przykładzie innych krajów? Problem z czytaniem nie dotyczy rozwijającej się Estonii, Finlandii, Szwecji, Norwegii, Kanady czy Singapuru. Cóż, trzeba szukać innych argumentów. 
      Może to problem większej ilości ludzi wykształconych w państwie? Kiedyś wykształcenie wyższe było czymś elitarnym, prestiżowym. Obecnie na studia wyższe wybiera się większość absolwentów szkół ponadgimnazjalnych. Licencjat czy magister przed nazwiskiem nie jest już czymś nadzwyczajnym. Ludzie wykształceni, posiadający dyplom niekoniecznie są osobami inteligentnymi . 17% osób z wyższym wykształceniem w ciągu ostatniego roku nie przeczytało żadnego czasopisma. Mamy problem, typowo polski problem. 
        Nie można tego ukrywać – nasz kraj rozwija się znacznie wolniej od Europy Zachodniej, Skandynawii czy azjatyckich tygrysów. Aby się rozwinąć należy mieć na to jakiś plan, pomysł. Aby tego dokonać potrzeba wyobraźni. Świat przedstawiony w książce, na ogół czarno-biały musimy należy samemu ożywić, dodać barw, zinterpretować.       Może faktycznie powinniśmy popatrzeć jak promują czytanie rozwinięte państwa Europy? W Estonii i krajach skandynawskich telewizja częściej emituje filmy i programy z napisami, niż z lektorem. W Polsce napisy filmowe możemy zobaczyć w kinie – co nie cieszy polskiej publiczności. Czy naprawdę jesteśmy tak leniwym narodem?  

 

Joanna