Europejska kultura przenosi się na wschód.

     „Wino nie tylko się pija. wino się wącha, obserwuje, podziwia,
smakuje, sączy, delektuje i o winie się mówi.
       Przez wiele lat produkcja wina przewyższała jego zużycie. Obecnie na miejsce kryzys nadprodukcji trunku, dotychczas popularnego w świecie zachodnim – w Hiszpanii, we Francji czy Włoszech. Pojawia się jednak szansa – szansa na wyjście z kryzysu i rozwój sektora winiarskiego. Rosja otwiera się na zmiany, Rosja otwiera się na wino.
       Dotychczas, Rosja kojarzona była z alkoholem ciężkim – sklepową wódką czy pędzonym w domach bimbrem, po którym niemal każdy Rosjanin miał problemy zdrowotne. Alkohol to jeden z problemów społecznych, z jakimi musi uporać sobie Kreml – wypadki w pracy po upojeniu alkoholowym i liczne zgony nie poprawiają stanu demograficznego Rosji. Pamiętajmy, że demografia to jeden z większych wewnętrznych problemów Federacji – problem, z którym Kreml dopiero rozpoczyna walkę. Podniesiono akcyzę na wódkę – od dwóch lat jej cena urosła blisko od 6,5 do 30%. Czy to udany zabieg władz? Niekoniecznie. Sklepowa, sprawdzona wódka przestaje interesować Rosjan. Tworzy się szara strefa, na której można zdobyć tani alkohol – niekoniecznie zdrowy i niezanieczyszczony. 
        Większa akcyza nie zmniejszyła ilości zgonów po spożyciu alkoholu. Były prezydent Dmitrij Miedwiediew zauważył, że nie ma możliwości, aby przekonać Rosjan by przestali pić alkohol. Wybrał on inną strategię – promował w Federacji Rosyjskiej picie wina, miało to warunkować spadek alkoholizmu w Rosji – zabieg prosty. Niestety, cena wódki jest bardziej zachęcająca niż 3-4 razy droższa butelka czerwonego wina. 
Wino w Rosji nie jest trunkiem tanim. Jest sprowadzane głównie z Brazylii, Chile oraz z krajów Unii Europejskiej, z Hiszpanii. Znane na całym świecie dobre i niewygórowane cenowo wino z Gruzji czy Mołdawii jest mało spotykane w rosyjskich sklepach. Rosja od kilku lat prowadzi politykę zakazu przewożenia win z przytoczonych państw. Gdy Kreml zdecyduje się znieść embargo – po kilku tygodniach, miesiącach ponownie stawia veto. Z jakich powodów? Rzecz jasna, wg Rosji – nie politycznych. Kreml tłumaczy się szkodliwością mołdawskiego wina (nie przedstawiając na to żadnych badań i racjonalnych argumentów). Cóż, nikogo to nie dziwi. 
        Mimo dość wysokich cen wino w Rosji zyskało na popularności. Rosyjska moda na picie wina przenosi się dalej, na wschód, po Chiny. W 2012 roku Rosjanin pił 7 litrów wina na osobę rocznie. Nie jest to wynik wysoki porównując spożycie około 50 litrów wina na obywatela we Francji, Luksemburgu, Chorwacji czy we Włoszech. Wkraczając w XXI wiek przeciętny Rosjanin pił 2 litry wina. Widać, jak trunek ten zyskał popularność w Federacji Rosyjskiej. Pytanie, co w tej sytuacji zrobią polscy inwestorzy? Czy otworzą się na rosyjski rynek? Mają o co walczyć. Propagowanie picia czerwonego wina w Rosji działa chociażby wśród zamożniejszej części społeczeństwa. Odrzucają oni wódkę by spędzić wieczór przy lampce wina. Ich rynek winiarski może być chłonniejszy od naszego – paradoksalnie, pijemy o połowę mniej wina niż obywatele Rosji.
Czy europejska kultura przenosi się na wschód? 

 

Joanna Kot

Dziecko – zło czyhające na zagubionych księży?

        Dziecko szuka miłości. Ono lgnie, zagubi się samo i jeszcze drugiego człowieka wciąga – tak Abp Józef Michalik podsumował problem wykorzystywanie seksualnego w środowisku polskich księży. Wskazał on winnych – rodziny, rodziców i nieumiejętne zaopiekowanie się własną pociechą. Nie wymaga to komentarza. Kilka dni temu sytuacja w polskim kościele stała się ważnym tematem rozważań mediów międzynarodowych. Polski ksiądz urzędujący na Dominikanie – Wojciech Gil został oskarżony o molestowanie dzieci. Przypadek? Nieporozumienie? Stosujmy zasadę domniemania niewinności, nawet jeżeli w prywatnym komputerze księdza były materiały pornograficzne z udziałem nieletnich. Nic nie zostało udowodnione, jeszcze. 

Arcybiskup: To nieporozumienie, LAPSUS JĘZYKOWY! Stuhr: MAM KURWA DOŚĆ!

      Episkopat polski przeprosił za swoich duchownych, którzy sprawili jakąkolwiek krzywdę dzieciom. W Polsce nie ma tolerancji dla pedofilii – istnieje tak zwany „program zero tolerancji”? Nie do końca. Podczas wystąpienia Episkopatu nie skupiono się na molestowanych i upokorzonych dzieciach. Niefortunnie próbowano zrzucić winę na media, które non stop pokazują w swoich programach demoralizujące treści dla nieletnich. Dodatkowo, same media nagłaśniają sprawę – takie stanowisko przedstawili księża na Konferencji Episkopatu. Doprawdy? Media nagłaśniają wszelkie sprawy, szukają sensacji, tematów chwytnych, popularnych. Na ogół – tematów przykrych. Przekaz medialny ma swoje napięcie i natężenie. Sprzedaje się coś, nad tym trzeba płakać, zastanowić się.
Żyjemy zgodnie z zasadą – „brak wiadomości to dobra wiadomość, dobra wiadomość to nudna wiadomość, zła wiadomość – to wiadomość na pierwszą stronę gazety”. 
     To dzięki popularności i dostępu mediów jesteśmy świadkami wydarzeń zmieniających nasze życie – atak na World Trade Center, wojna w Syrii, wypadek autokaru. W Polsce jesteśmy informowani o maltretowaniach i zabójstwach dzieci. Czym jednak różni się to od zabrania godności jednostce ludzkiej? Rany cięte uzyskane w drugim roku życia będą widoczne na naszym ciele. Możemy je zasłonić, poddać się operacji plastycznej. Rany fizyczne z czasem nie będą tak boleć. Polski Kościół podkreśla problem agresji wobec dzieci. Faktycznie, agresja jest problemem. Pytanie jak można potraktować agresje seksualną i emocjonalną? Molestowanie to nic innego jak jakikolwiek kontakt fizyczny mający na celu doznanie przyjemności seksualnej. Osoba dorosła czerpie przyjemność – a dziecko? Co czuje dziecko? Jak mała istota może odróżnić dobry czy zły dotyk? Jeśli zaufana osoba – np ksiądz wykona zbyt śmiały ruch – jak odbierze to dziecko? Mogą czuć się winne całej sytuacji, boją się otworzyć i zwrócić się z problemem dalej – są tylko dziećmi, wykorzystywanymi przez szanowane w państwie osoby. 
       Winni są dziennikarze, dzieci, rodzice – gdzie wina księży? Abp Michalik wytłumaczył się żałośnie – jakby księża byli piętnastoletnimi zagubionymi nastolatkami, którzy pod wpływem flirtu i podrywu zostały emocjonalnie oszukane przez rok starszych kolegów. Poszkodowany Kościół, niefortunne słowa Abp Michalika? Nie ważne już, że przeprosił za nieporozumienie i sprostował swoją wypowiedź. Politycy także czasami mówią coś złego i nieprzemyślnego. Dziennikarz widzi błąd, pisze o tym, drukuje, ukazuje na wizji – informuje świat. Często po kilku godzinach czy następnego dnia przychodzi sprostowanie. Sprostowanie nikogo już nie obchodzi, wcześniejsze – mocniejsze słowa zachodzą w pamięć. Lapsus językowy? Może my po prostu źle zinterpretowaliśmy wypowiedź arcybiskupa? Może. Pocieszające jest to, że nie jesteśmy w tym sami. Polska stała się popularna w prasie zagranicznej. Media informują, że w naszym kraju można uniknąć molestowania poprawiając relacje między dzieckiem a rodzicem. W Polsce temat pedofilii wśród księży jest tematem tabu, którego boimy się wyjaśnić. Faktycznie, boimy się. Może nie jesteśmy gotowi jako społeczeństwo oddzielić się od Kościoła? 
         Polski temat w prasie międzynarodowej występuje dość rzadko, mało jest Polaków sławnych na cały świat – Jan Paweł II, Lech Wałęsa? Do tego grona dojdzie najnowszy tytuł artykułu australijskiej gazety – „Rozwiedzeni rodzice współwinni za pedofilię”. Przeprośmy za media i całą nagonkę prowadzoną w celu skompromitowania polskiego Kościoła. Wyciszmy sprawę. Niestety, kłóci się to z ogólnym hasłem kościoła katolickiego, który nie zamiata przecież problemów pod dywan. Nie zamiata? 

 

„no news – good news, good news – dull news, bad news – front page story”

 

Joanna Kot