Świąteczne prezenty Władimira Putina

       Atmosfera świąteczna otacza nas wszędzie – w sklepach, na ulicach, w telewizji. 
Nie ważne czy celebrujemy i lubimy święta czy traktujemy je jako zwykłe dni wolne od pracy – nie uciekniemy od kolorowych światełek, nastrojowych melodii i tłumów w sklepie. Jest jeden polityk (notabene wg Forbes uznany najbardziej wpływowym w 2013 roku), któremu ewidentnie udzielił się świąteczny nastrój –  jegomość Władimir Władimirowicz Putin. 
Pan Putin otworzył worek z prezentami – zapowiedział amnestie 20 kilku tysięcy więźniów, wypuszczenie dziewczyn z Pussy Riot oraz aktywistów z Greenpeace. Dla kogo ten prezent? Na pewno dla samych zatrzymanych jednostek i ich rodzin. To oczywiste, każda matka ucieszy się, że jej dziecko trzymane kilka lat w więzieniu w końcu usiądzie z nią przy świątecznym stole. Putin dokona tego w kilka miesięcy – na któreś w kolei święta jego wrogowie polityczni wrócą do najbliższych. Prezent piękny, humanitarny.
Humanitaryzm.. Nie wierzmy w dobrą wolę Putina. Nie przyśnił mu się żaden anioł nakazując mu być dobrym człowiekiem, nie dopadły go wyrzuty sumienia – nie odczuł żadnego „ludzkiego” odruchu. Wypuszcza więźniów by zyskać politycznie, ot tyle. Im bliżej Soczi tym Władimir coraz bardziej oszukuje i manipuluje opinią publiczną. Nie jest miłym wujkiem, nie jest świętym Mikołajem, nie jest dobrym człowiekiem – jest bardzo dobrym politykiem. Silny i zdecydowany – to on ustanawia swoje własne prawo. Wypuszcza i ofiaruje łaskę kiedy ma na to ochotę. Buduje doskonale swój wizerunek – prowadzi mediacje w sprawie Syrii, zawiesza walkę z homoseksualistami, wypuszcza więźniów politycznych i nie wtrąca się [głośno i oficjalnie] w sprawy Ukrainy.
Nawiązując do Ukrainy – spotyka się z Janukowyczem i podpisuje kilka strategicznych dokumentów. Realizuje politykę zagraniczną i prowadzi interesy własnego państwa. Krótko: robi to, co powinien. Aby zachęcić Zachód do siebie dodatkowo wypuszcza swojego największego wroga – Michaiła Chodorkowskiego. Zrobił to na prośbę Chodorkowskiego? Faktycznie, jeszcze 7-8 lat temu prośba o łaskę pojawiała się w pismach na biurku Putina – może Kreml ma taki nieład w swoich papierach, że dopiero teraz je odnaleziono? Prosił, nie prosił. W Rosji wszystko jest możliwe. By stworzyć idealny obraz Putina Łaskawego brakuje aby wypuszczono na Ukrainie Julię Tymoszenko. Może i tego dokona Mr Putin? Zachowania Moskwy pokazują jaką uwagę władza przykłada do olimpiady w Soczi.
Putin nie stara się zachęcić prezydentów Niemiec i Francji by przyjechali do Soczi. Putin stara się [i dokona tego] pokazać swoją wielkość, mocarstwowość i bezkonkurencyjność na arenie międzynarodowej. Ułaskawiając więźniów zamyka usta organizacjom międzynarodowym. Amnesty International czy HRW muszą milczeć – nie mają podstaw aby wzywać do bojkotu imprezy. Putin przechytrzył wszystkich dookoła. Pokazuje, że jest dobrym przywódcą, który realizuje „demokratyczne standardy”. Jeśli podczas olimpiady w Soczi dojdzie do skandalu i ataku na Rosję – Putin nie dość, że będzie uznany za ofiarę to dodatkowo otrzyma wsparcie z Zachodu. W końcu jak nie pomóc państwu, które tak bardzo unowocześnia się i szanuje prawa człowieka? 

 

Joanna Kot 

Quo vadis Ukraino?

      Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami… leży państwo – Ukraina.
Terytorialnie, społecznie czy mentalnie rozdzielona między zachodnim a rosyjskim światem. Niezdecydowana i niespójna. Szuka własnej tożsamości, przyszłości. 
Unia Europejska, Rosja czy trzecia droga – „lawirowania” między wschodem a zachodem? 
     Kilkanaście dni temu Janukowycz odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Odmawiając podpisania dokumentu zrezygnował jednocześnie z realizacji zadań, jakie Bruksela postawiła Ukrainie. Nie uwolniono Julii Tymoszenko, nie pozwolono jej także na wyjazd za granicę w celu leczenia. Sprawa Tymoszenko stanęła w miejscu. Nim doszło do spotkania na szczycie w Wilnie sytuacja była jasna – Ukraina stanęła w miejscu. Czy aby na pewno? Cóż, rezygnując ze zbliżenia z Unią Ukraina wykonała krok w stronę Rosji. Pytanie jak wielki krok – czy aby na pewno tak ogromny jak oceniają go światowe media? 
       Jeszcze kilka dni przed planowanym szczytem Azerbejdżan zasugerował Ukrainie plan dobrego przetrwania na arenie międzynarodowej. Unia? Tak. Rosja? Jak najbardziej. W czym tkwi azerski sposób? Róbmy wszystko, z umiarem. Prowadźmy dialog europejski, modernizujmy kraj i współpracujmy gospodarczo z Kremlem. Może ukraińskie veto wobec Brukseli jest wyrazem zgodności z polityką Azerbejdżanu? 
Nie oszukujmy się. Ukraina sama szuka swojej drogi. Nie pierwszej – zachodniej, drugiej – rosyjskiej, trzeciej – azerskiej. Unia Europejska to demokratyczne, zachodnie standardy. Rosja – autorytarne, twarde relacje, Azerbejdżan – równowaga. A Ukraina?
Cóż może zrobić państwo szukające własnej tożsamości? Państwo rozbite na pomarańczowych i niebieskich. Państwo ogarnięte korupcją, nepotyzmem i wielką strukturą oligarchów. Co może zrobić społeczeństwo? Okazuje się, że może – sporo. Setki tysięcy osób, mieszkańców Kijowa wyszło na ulicę protestując poczynaniom ukraińskiej władzy. Rozpoczęły się masowe protesty na kijowskim placu – Majdanie.
Protesty proeuropejskie – nazwijmy więc Majdan – Euromajdanem. Rewolucja? 
Jeszcze za wcześnie by móc ocenić skalę wydarzeń na Ukrainie. Ludzie manifestują, Unia Europejska nie chce dalej negocjować z Kijowem, Janukowycz jeździ do Putina a ludzie stoją i marzną licząc na zmianę sytuacji. Czy mogą coś zmienić?
     Żądają odejścia od władzy premiera Azarowa. Nie udało się. Żądają ustąpienia prezydenta Janukowycza – jak dotąd, bez rezultatu. Janukowycz został wybrany w legalnie przeprowadzonych wyborach. Możemy mieć wątpliwości czy faktycznie legalnie – nie ważne. Zyskał poparcie społeczeństwa, ma je po dziś dzień. Pojawiają się żądania wypuszczenia z więzienia Julii Tymoszenko. Cóż, Julia dalej zamknięta.
Czy wystąpienia prozachodniej części społeczeństwa mają szanse zmienić coś w kraju?
     Na Majdanie zebrała się ukraińska opozycja. Opozycja, którą zazwyczaj więcej dzieli niż łączy. Zwolennicy Unii, środowiska homoseksualne, nacjonaliści i zwolennicy Bandery. Jeden punkt łączący ich to integracja z Zachodem. No dobrze, a co dalej? Kto stanie na czele zmian? Witalij Kliczko? Wydaję się, że ma on największe poparcie wśród skandującego tłumu. Na chwilę obecną nie może jednak kandydować na prezydenta Ukrainy (jeśli, załóżmy, odbyłyby się wcześniejsze wybory). Może natomiast przewodzić proeuropejskim tłumem. Posiada ogromny autorytet – pobudza społeczeństwo do manifestowania swoich poglądów. Natomiast, gdy trzeba – uspokaja tłum przed używaniem jakiejkolwiek formy agresji. Bowiem wystąpienie setek tysięcy zwolenników zachodniej orientacji mają odbyć się w pokojowy sposób. Niestety, miały już miejsce liczne starcia z policją – milicją, Berkutem. Po brutalnej akcji specjalnego oddziału ukraińskiej milicji głos zabrała arena międzynarodowa – głos spokojny, wyważony. Wystosowano liczne zalecenia aby wystąpienia na Ukrainie przebiegały w łagodny sposób. Dyplomatycznie. Opozycja nie była dłużna – milicja z pałkami, protestujący z koparką. Działania Berkuta są brutalne i nijak mają się do szanowania praw człowieka, praw manifestujących. Atakują leżących już na chodnikach, kobiety czy dziennikarzy niszcząc ich sprzęt. Na szczęście nakręcono liczne zachowania milicji – dowód na autorytarne zachowania władz. Władz? Według prezydenta Janukowycza – żadnych władz. Nie miał on bowiem nic wspólnego z atakami na demonstrantów. Prezydent o niczym nie wiedział, nic nie słyszał, nic nie widział… Czysta samowolka milicji, która atakuje przeciwników Janukowycza. 
     Głodówkę przerwała Julia Tymoszenko prosząc naród o siłę i dalsze manifestacje. Ocenia Janukowycza jako autorytarnego przywódcę, który podobny jest do Józefa Stalina. Cóż, póki obecny prezydent jest u władzy – Julia prędko nie opuści więzienia..
  Co dalej? Czy Janukowycz wprowadzi stan wyjątkowy brutalnie likwidując protesty? Teoretycznie, może. Posiada on takie uprawnienie. Praktycznie? Czy sprzeciwi się społeczeństwu, które wytrwale walczy o swoje prawa? Wydaje się, że władza stosuje liczne prowokacje – do tłumów wprowadzane są jednostki, które próbują zorganizować bójki aby następnie sprowokować Janukowycza do użycia sił. Najwyższa władza czeka. Berkut tymczasem „po swojemu” walczy z manifestującymi – rzucając w nich np. jajkami. Cóż, poziom obniża się. Czyżby sama ukraińska milicja była już zmęczona wydarzeniami na Majdanie? Sytuacja wymyka się spod kontroli – w końcu nie każdy oddział milicji wykonuje rozkazy władz – na szczęście, są funkcjonariusze, którzy potrafią odmówić. Posłuszeństwa odmawiają także politycy obozu Janukowycza. 
Niebieska, wschodnia Ukraina załamuję się. Pomarańczowy tłum na Majdanie maleje. Pytanie brzmi – kto ustąpi pierwszy? 

 

Joanna Kot