W co gra Rosja?

    Rosja chce wkroczyć na Ukrainę. Wczoraj mówiono o interwencji na Krymie, dziś deputowani Dumy mówią o innych rejonach ukraińskiej ziemi. Czy mają ku temu powód? Jasne, jeśli Putin chce znaleźć powód – znajdzie go. Władimir Putin jako ojciec narodu broni swoje społeczeństwo. Czy Rosjanie są atakowani na Krymie? Nie ważne – Putin mówi, już podał swój argument. 
Jeszcze ponad 20 lat temu krytykowano Kreml, że nie prowadzi odpowiedniej polityki repatriacyjnej. Po rozpadzie ZSRR ponad 25 milionów Rosjan znalazło się w „obcej” ziemi – W Estonii, Białorusi czy na Ukrainie. Nie mieli pomysłu jak rozstrzygnąć ten problem. Nie posiadali też warunków gdzie umieścić takie ilości ludzi. Problem ucichł.
Dziś to dla Rosjan idealny pretekst aby wkroczyć do innego państwa – bronić swoich rodaków. Proste. Prorosyjski Krym nie zdaje sobie sprawy jaką marionetką jest dla prezydenta Putina. 
Cytując „Süddeutsche Zeitung” – Putin bierze sobie to, co chce. Dosłownie. Chce dokonać agresji na Gruzję – atakuje ją. Czy ponosi wobec tego jakiekolwiek konsekwencje ze strony areny międzynarodowej? Raczej żadnych. 
Putin decyduje się „bronić swoich” na Krymie – mobilizuje siły. Co na to Europa, Sojusz Północnoatlantycki czy ONZ? Dyplomatycznie – jak na razie NIC. Putin wybrał idealny moment, w końcu czy ktoś spodziewał się decyzji o wejściu wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy w sobotę 1 marca? Mamy weekend, zachodni politycy świętują, balują, jeżdżą na nartach. Omówią problem Ukrainy, oczywiście, tyle że dopiero w poniedziałek. Putin umie się spiąć – my nie niestety. Wyrażamy zaniepokojenie, ubolewanie, solidarność. Czekamy, pytanie czy nie zareagujemy za późno. Rosjanie już opanowali jednostki wojskowe Ukrainy, m. in. dywizję sił powietrznych Ukrainy w Sewastopolu. Zachód nic nie robi. Czy znowu musi paść kilkadziesiąt ofiar jak jeszcze niedawno na Majdanie by ktoś zareagował? Mamy pikiety pod ambasadami rosyjskimi, trwają narady polityków czy akcje protestacyjne na facebooku. To daje oczywiście piękny wyraz solidarności – nie zatrzyma jednak działań wojennych. Nazwijmy rzeczy po imieniu – jeżeli jeden kraj wchodzi ze swoim wojskiem na teren drugiego suwerennego państwa – pojawia się konflikt, rozpoczyna się akcja wojenna. Nie ważne jak nazwiemy ten konflikt – ważne jak szybko świat zachodni zareaguje na agresję rosyjską. Jeszcze nie przelała się krew, jeszcze. 
    Putin stracił Ukrainę kilka dni przed zakończeniem Igrzysk w Soczi. Majdan zaktywizował swoje zachowanie. Raz, dwa, trzy – Janukowycz stracił mandat społeczny i uciekł z kraju. Putin miał związane ręce i czekał do zakończenia Soczi. Co teraz? Putin chce dokonać porządku. Skoro sytuacja na Ukrainie jest napięta a naród jest podzielony – tu proeuropejski, tam prorosyjski – trzeba pomóc aby destabilizacja nie powiększyła się. Szkoda, że w XXI wieku Putin chce dokonać tego siłą. 
    W 2008 roku Lech Kaczyński prognozował agresję Kremla na Ukrainę. Kilka dni temu Tusk mówił o specyficznym podejściu Putina do prowadzenia stosunków międzynarodowych. Polityka siły, polityka agresji, polityka represji. 
Niemiecki „Tagesspiegel” analizując zachowanie Rosji twierdz, że kryzys na Krymie to zainscenizowana prowokacja jak z podręcznika KGB: destabilizuj i przygotuj grunt pod interwencję pod pretekstem ochrony rosyjskiej mniejszości. Zgadza się, wojska Federacji Rosyjskiej wchodzą do innego państwa, bronią swojej mniejszości – przy okazji wezmą sobie trochę ziemi. 
W co gra Putin? Realizuje politykę mocarstwowości. Ukrainę traktuje jak swoją ziemię. Utrata Ukrainy, odcięcie prorosyjskiej władzy Janukowycza to policzek dla Kremla.
Putin pojawił się na arenie politycznej Rosji w 1999 roku jako premier, który dokonał agresji w Czeczenii. Obiecał Rosjanom, że ich obroni a terrorystów dorwie – cytując: „nawet w kiblu”. Otrzymał od społeczeństwa wielki mandat poparcia. Gdy go tracił – manipulował opinią społeczną, podkręcał sondaże przedwyborcze i dokonywał fałszerstw wyborczych. Dziś traci poparcie w swoich kraju. Zyska je jeśli dokona agresji na Krym. Putin walczy o dodatkowe 10% przychylności w swoim kraju, zrobi wszystko by utrzymać się przy władzy. Jeśli wkroczy przy tym do innego państwa – żaden problem.
Nie może on pozwolić sobie na rosyjski Majdan. Putin gra o przetrwanie, o swoją przyszłość.